Spisek projektantów czy kpiny z klientów, czyli skąd się biorą hasła z koszulek?

Każdy, kto chociaż raz w życiu przyjrzał się nadrukowi na swojej koszulce, zadał sobie to pytanie: czy ten cały Miami Beach Club 1991 był swego czasu jakimś znanym lokalem, czy może to tylko taki bezsensowny zlepek słów? OK, kogo ja czaruję: na pewno uznaliście, że to tylko jakieś losowe hasło bez większego znaczenia. I dobrze, bo teraz się zdziwicie jak Wam powiem, że wcale nie jest takie przypadkowe!

Jakiś czas temu po internetach krążył komiks w którym naukowcy razem z szympansem tworzyli nadruki na T-shirty. Zwierzę rzucało lotkami w mapę, inni losowali randomowe słówka, pozostali brali daty z pustych opakowań po jedzeniu, a na koniec huśtający szympans załatwiał się na tablicę z cyframi, co w efekcie dawało hasła pokroju: New York Sport Team 1989, numer 4. Przyznaję – dla niewtajemniczonych może to brzmieć jak prawdopodobna wersja zdarzeń, ale rzeczywistość niestety nie wygląda tak zabawnie.

Tajemniczy kod nadruków z koszulek – co się za nim kryje?

Po pierwsze: nikt nie angażuje szympansów w proces projektowy, a po drugie: cała akcja zaczyna się na wiele miesięcy przed pojawieniem się kolekcji w sklepach. Każda szanująca się firma ma wówczas zaplanowane co dokładnie chce przygotować: począwszy od produktów charakterystycznych dla danego sezonu, czyli swetry w zimę, a szorty latem, poprzez zwykłe, casualowe propozycje, szereg dodatków i specjalnych setów związanych z jakąś okazją np. premierą nowej części Gwiezdnych Wojen, aż po najważniejsze kolekcje odpowiadające na nadchodzące trendy. I pewnie teraz zastanawiacie się skąd te wszystkie sklepy wiedzą co się będzie nosić dopiero za kilka miesięcy i jak to się dzieje, że gdy zmienia się sezon, to wszystkie, jak jeden mąż, oferują mniej więcej to samo, np. ciuchy z flamingami. Pewnego dnia po prostu wchodzisz do galerii handlowej, a tu z każdej witryny witają cię różowe ptaszyska! Jak to możliwe? Światowy spisek? Pierzaste lobby?

To zasługa portali trendowych zatrudniających mnóstwo trendsetterów i trendwatcherów z całego świata. Największym z nich jest WGSN na którym można znaleźć prognozy oraz inspiracje nie tylko z branży odzieżowej, ale również z szeroko pojętego designu, architektury wnętrz czy fotografii. Zamieszczone tam raporty nie biorą się z nieba: trendy bowiem ustala się na podstawie badań rynków konsumenckich, zachowań i nastrojów społecznych, a także wydarzeń na świecie, więc to naprawdę potężne narzędzie w pracy każdego projektanta.

No dobra, ale gdzie w tej historii jest miejsce dla wspomnianego Miami Beach Club 1991?

Już tłumaczę. Otóż wszystkie ubrania jak i znajdujące się na nich nadruki są związane są z tematyką poszczególnej kolekcji. Dosłownie wszystkie: te supermodne jak i te najzwyklejsze muszą zostać przecież zaprojektowane w taki sposób, aby pasowały do wizerunku całej marki. Zatem nie ma tutaj miejsca na przypadek: zdjęcia, elementy graficzne, wszelkie czcionki i ozdobniki oraz hasła są tak dobierane, aby wpasowywały się w klimat zarówno danej kolekcji, jak i stylu całej marki. Brzmi skomplikowanie? Wyjaśnię Wam to na przykładzie koszulki, która wpadła mi ostatnio w oko podczas zakupów w Housie:

Pracując nad tym T-shirtem, projektanci, chcieli stworzyć coś w klimacie amerykańskiego vintage. Sięgnęli więc po paletę barw sprawiającą wrażenie nieco spłowiałej od słońca i przybrudzonej przez przydrożny kurz oraz zaprojektowali nadruk dopełniający klimat dawnego USA. Teraz pora na hasła: co będzie pasowało do takiej koszulki oraz wpasuje się w gusta grupy odbiorców marki House? Najlepiej teksty w stylu: jesteśmy wolni, zbuntowani i niepokorni. Co tam studia, praca, obowiązki – ruszajmy ku przygodzie! Najlepiej na harleyu! Oczywiście celowo tutaj przesadzam, ale robię to po to, abyście poczuli o co chodzi. Projektanci muszą wszystkie takie pomysły i skojarzenia zawrzeć w proste hasła, więc w taki oto sposób na koszulce znalazły się wyrażenia: Stay free oraz Free spirits with no land. Myślę, że pasowałoby tutaj też coś w stylu: Free Will Motor Gang czy dopisek Milwaukee, Wi (à propos Harleyowego klimatu, gdyż to właśnie tam produkuje się te legendarne maszyny).
A co z datą? Skąd tutaj 1989 rok, który prędzej kojarzy się z Michael Keatonem jako Batmanem niż tułaczką motorem po amerykańskich autostradach? Prosta sprawa: to data założenia marki House! Dokładnie tak: jeżeli na ciuchach podany jest jakiś rok, to prawie na pewno odnosi się on do powstania firmy. I tak House na swoich ubraniach umieszcza rok 1989, Pull&Bear 1991, zaś Bershka 1998. Wielkie, sportowe cyfry, nawiązujące do numerów jakiegoś zawodnika, to zwykle końcówka tej daty, czyli opierając się na wymienionych już markach byłyby to w ich przypadku: 89, 91 oraz 98. Oczywiście zdarzają się wyjątki: przy ubraniach w klimacie hippie nikt nie napisze przecież Woodstock 1991. 😉

Każdy detal jest tak przemyślany, by wpasować się zarówno w klimat danej kolekcji, jak i trzymać styl całej marki

Zatem podsumowując: za hasłami z T-shirtów rodem z sieciówek nie stoi może jakaś głęboka ideologia, ale nie można powiedzieć, że tworzone są przez szympansa bawiącego się w loterię. Jak każdy produkt wychodzący spod skrzydeł wielkich firm, są stworzone w oparciu o wyznaczone ramy i mają głównie dwa zadania: mają być spójne z wizerunkiem marki oraz wywoływać w nas określone skojarzenia. I nie potrzeba do tego czytania ze zrozumieniem: wystarczą słowa klucze, odpowiedni design i biznes się kręci!

Read more