Salvator Mundi: 5 rzeczy, które warto o nim wiedzieć

Chociaż Leonardo da Vici uznawał malarstwo za prawdziwe ukoronowanie sztuki, to nie pozostawił po sobie zbyt wielu prac. Artysta znany był z tego, że tworzył powoli, stale dążąc do perfekcji, więc często zdarzało się, że w trakcie pracy poprawiał gotowe już elementy. Wypracował tym samym swój charakterystyczny styl, który nie jest tak oczywisty w przypadku dzieła, które ostatnio trafiło na aukcję, wywołując przy okazji sporo zamieszania. I to nie tylko dlatego, że sama cena wywoławcza wydawała się zawrotna – głównie chodzi o to, że nie wszyscy specjaliści są pewni, czy to faktycznie dzieło Leonarda.

1. Dlaczego w ogóle wątpi się, że Salvator Mundi to obraz Leonarda?

Bo długo uważano, że obraz jest kopią pracy namalowanej przez jednego z uczniów da Vinciego – Giovanniego Antonio Boltraffia, jednak po jego odrestaurowaniu w 2011 roku uznano, że to dzieło wielkiego mistrza. Jednak wielu badaczy i specjalistów nadal twierdzi, że Salvator Mundi wystawiony na aukcji nie został namalowany przez Leonarda.

2. Jakie są główne zarzuty?

Najczęściej powtarzanym argumentem podającym w wątpliwość autorstwo da Vinciego jest kwestia kuli, którą Chrystus trzyma w lewej dłoni. Obraz powstał najprawdopodobniej w latach 1506−1513: wówczas artysta był już bardzo zaawansowany w swoich badaniach dotyczących optyki, więc wydaje się wręcz nieprawdopodobnym, że dopuściłby się takiego błędu w swoim dziele: otóż obraz odbijający się w kuli powinien być odwrócony. Tymczasem ewidentnie widać, że układ szat widoczny za kulą nie jest w żaden sposób zniekształcony, ot wygląda jakby znajdował się za płaską szybą. Wielu badaczy uważa zatem, że autorem nie może być człowiek znany ze swej natury badacza, który dodatkowo jeszcze zajmował się zagadnieniem optyki w tym samym czasie. Zwolennicy autorstwa Leo twierdzą, że to celowy zabieg – artysta nie chciał odwrócić uwagi widza od postaci Chrystusa detalem, który dla wielu jego współczesnych wydawałby się dziwny.
Kolejnym poważnym zarzutem jest kwestia kompozycji. Wystarczy spojrzeć na pozostałe prace mistrza, aby zauważyć, że postaci, które wyszły spod jego dłoni są dynamiczne, ułożone w skomplikowany sposób – nawet ciało takiej Mony Lisy skierowane jest w innym kierunku niż jej twarz i spojrzenie. A tu? Przedstawienie rodem z ikon: prosto, bez żadnych udziwnień. Skąd więc u kogoś, kto wyjątkowo przedstawiał ludzi w półprofilu, dodawał do portretu dłonie modela, aby wzmocnić jego emocje oraz odbiór dzieła, taka… nudna i typowa kompozycja?

3. A jakie są argumenty zwolenników autentyczności obrazu?

Obrońców autorstwa dzieła od razu ujęła doskonałość detali obrazu: podobno tak szczegółowo przedstawione dłonie są domeną Leonarda, a do tego ktoś, kto dzierżył pędzel mistrzowsko posługiwał się techniką sfumato, czyli domeną renesansowego mistrza z Vinci.
Ponadto porównując inne znane kopie obrazu, na tym konkretnie odnaleziono ślady pentimenti, czyli poprawek naniesionych przez artystę w trakcie malowania. Najczęściej podaje się tutaj przykład kciuka prawej dłoni: badania wykazały, że pierwotnie został namalowany w nieco innym układzie, a dopiero potem ktoś (czyt. Leo) go poprawił. Na żadnej z kopii nie występuje układ palców sprzed poprawy, są wyłącznie opcje z ostatecznym ustawieniem. Wniosek? Ten Salvator Mundi jest oryginalny!
A jak już jesteśmy przy dłoniach, to analiza obrazu wykazała, że autorem jest ktoś leworęczny. A jak wiadomo – da Vinci był mańkutem.
Kolejnym argumentem są również szkice autorstwa Leonarda, które znajdują się na zamku Windsor – pasują bowiem do układu rękawa prawej dłoni, oraz ozdobnych szczegółów tuniki. PRZYPADEG?! „Nie sądzę” – odparłby każdy zwolennik przypisania autorstwa da Vinciemu, dowodząc tym samym, że szkice są dowodem na to, że artysta skrupulatnie rozplanowywał swoje dzieło.
Nowoczesna technologia również dostarczyła pewne wskazówki: otóż przy pomocy reflektografii w podczerwieni odnaleziono w okolicy ust Chrystusa ślady wzoru naniesionego przepróchą, czyli sposobem w którym kontury oryginalnego projektu nakłuwa się, aby móc przez powstałe dziurki przeprószyć węgiel lub barwnik – dzięki temu można dokładnie przenieść rysunek na inną powierzchnię. A wiecie, skoro jest projekt, to znaczy, że ktoś, kto pracował nad tym obrazem, nie wzorował się na już gotowym dziele, tylko musiał stworzyć coś samemu.

4. To nie pierwszy obraz, który budzi takie kontrowersje.

Jeżeli myślicie, że taka heca wokół ustalenia autorstwa jest czymś wyjątkowym (i skrycie liczycie na to, że ten co wydał tyle hajsu na jakiś obraz, ostatecznie zostanie z podróbką;), to muszę was rozczarować. Wiele obrazów, które dzisiaj przypisuje się Leonardowi, budziły wcześniej podobne wątpliwości. Przykładu nie trzeba daleko szukać: nawet naszej Damie z gronostajem próbowano odmówić genialnego rodowodu, spekulując, że tak naprawdę może być pracą wspomnianego już wyżej Giovanniego Antonio Boltraffiego albo Ambroggiego de Predis.

5. Jest i polski akcent!

Salvator Mundi, który trafił na licytację, był porównywany z ok. 20 innymi wersjami i ostatecznie został uznany za ich pierwowzór. Jedną ze znanych kopii, autorstwa Cesare da Sesto, można obejrzeć w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.

Wilanowski „Salvator Mundi” autorstwa Cesare da Sesto, PD

Obraz został ostatecznie sprzedany za 400.000.000 $, ale z premią dla domu aukcyjnego wychodzi 450 312 500 $, przez co Salvator Mundi zajmuje pierwsze miejsce wśród najdrożej sprzedanych dzieł sztuki. Nabywca nie jest znany, ale wiadomo, że obraz sprzedał Dmitrij Rybołowlew, który w swojej kolekcji ma wiele innych arcydzieł. Co ciekawe, gdy w 2013 roku nabył dwa obrazy Picassa, to po pewnym czasie dowiedział się, że zostały one wcześniej skradzione pasierbicy artysty. Rosyjski multimiliarder nie wiedział, że kupuje dzieła, które trafiły na rynek w nielegalny sposób, więc bez namysłu postanowił zwrócić je prawowitej właścicielce. Ehh… gdyby więcej było takich bogaczy na świecie, to nagle odnalazłoby się wiele zaginionych arcydzieł, a i mogłoby się też okazać, że Salvator Mundi to nie jedyny obraz Leonarda w prywatnej kolekcji. 😉
W poście przedstawiłam kilka argumentów każdej ze stron, które uznałam za słuszne, bo jak wiadomo, nie wszystko co znajduje się w Internetach ma ręce i nogi. Pełno jest kwiatków w stylu: Leonardo był ateistą, więc nie namalowałby Chrystusa, albo: to na bank praca Leonarda, bo tylko on byłby w stanie namalować szklaną kulę w tamtych czasach, ale możliwe, że nie wyczerpałam w pełni tematu. Jeżeli macie więc jakieś własne teorie, bądź natrafiliście na ciekawe wypowiedzi specjalistów, to podrzucajcie je w komentarzach! 🙂

Read more