Niesmak czy rozbudzony apetyt? Moje wrażenia po Skarbach MNW.

Muzeum Narodowe w Warszawie pod wodzą nowego dyrektora chce ściągnąć do siebie więcej zwiedzajacych i dorównać najlepszym tego typu zagranicznym instytucjom. Zaczynają z grubej rury: sięgnęli bowiem po samego Picassa. Tylko czy oprócz znanego nazwiska jest się czym zachwycać i pędzić do stolicy, by zdążyć przed 24 lutego, czyli końcem pokazu?

Prawie 50, wcześniej 20, a na koniec i tak tylko 10

W grudniowym wywiadzie dla TOK FM dyrektor Muzeum, profesor Jerzy Miziołek, wspominał podekscytowany, że w zbiorach znajduje się prawie 50 cudownych prac Pabla Picassa, które na co dzień nie są eksponowane. Ja z kolei czytałam, że sam artysta przekazał warszawskiemu Muzeum Narodowemu 20 ręcznie malowanych talerzy – prawdziwych unikatów, bo powstałych na samym początku jego romansu z ceramiką, gdy tworzył jeszcze takie rzeczy tylko po jednej sztuce. Potem powstawały całe serie liczące sobie nawet po 500 egzemplarzy, więc sami widzicie, że te nasze są naprawdę jedyne w swoim rodzaju. Ostatecznie jednak Muzeum zdecydowało się wystawić tylko połowę talerzy. Szkoda, zwłaszcza przy takiej małej wystawie. Wystawuni. Wystawiątku.

No właśnie, skoro jesteśmy już przy rozmiarze całej wystawy, to powiem Wam, że sporo osób narzeka na jej formę. Że za mało, za krótko i w ogóle trochę tak bez kontekstu. Że można byłoby wypożyczyć kilka prac Picassa i zrobić porządne wydarzenie (co zabawne sam dyrektor Miziołek rzucał podobny pomysł we wspomnianym wyżej wywiadzie dla TOK FM), albo poszerzyć wystawę np. o prace polskich kubistów, ceramików, grafików… no, kogokolwiek, byle wypchać nimi większą salę. Wydaje mi się jednak, że są to głosy starych wyjadaczy na których już mało co robi wrażenie, a Muzeum Narodowe w Warszawie pod wodzą profesora Miziołka pragnie ściągnąć więcej ludzi, zatem taka lekka, łatwa i przyjemna forma może się lepiej sprawdzić. Generalnie cały pomysł, aby pokazywać dzieła znajdujące się w zbiorach Muzeum i nie będące na co dzień dostępne dla zwiedzających, to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Jest tylko jeden, poważny problem…

Pieniądze oczywiście!

Prace Pabla Picassa prezentowane są w ramach stałej ekspozycji, a to oznacza, że aby je zobaczyć należy wykupić bilet do „całego Muzeum”. I ja nawet rozumiem zamysł, by zwabionych znanym nazwiskiem zwiedzających zachęcić w ten sposób do obejrzenia reszty zbiorów, tak na zasadzie: ah, no skoro już tu jestem i mam wejściówkę to się przejdę zobaczyć „Bitwę pod Grunwaldem”. Tylko ile razy takie coś zadziała? No i skoro to ma być cykl, to czy każdorazowa cena 20 złotych za mały pokaz prac nie jest zbyt wygórowana? Może warto wprowadzić dwie opcje wejściówek: obecną, uprawniającą do zwiedzania reszty Muzeum oraz drugą, tańszą, na sam tylko pokaz? Bo bardzo doceniam, że stołeczne Muzeum Narodowe pragnie stać się atrakcyjne dla ludzi nie zaglądających regularnie do tego typu instytucji, ale moim zdaniem nie może przy tym zapominać o wspomnianych starych wyjadaczach.

Mimo wszystko pokaz przypadł mi do gustu. Żałuję tylko tych talerzy, no i obejrzałabym może jakieś fotografie z odwiedzin Pabla w Warszawie – jestem pewna, że Muzeum posiada jakieś w swoich archiwach, bo profesor Miziołek o tym wspominał. Niemniej te króciutkie odwiedziny tylko rozbudziła mój apetyt, więc z zainteresowaniem będę śledzić kolejne pokazy z cyklu Skarbów MNW. Wy też?

Read more