Kokos i Modigliani: historia miłości o niewyobrażalnie tragicznym finale

Świat zna mnóstwo takich historii: artysta o nie najlepszej reputacji, mający powodzenie u płci przeciwnej spotyka piękną i młodą malarkę z dobrego domu. Wybucha między nimi płomienny romans, rodzina nie akceptuje związku córki, a ich codzienność daleka jest od idylli. Czym więc historia Jeanne Hébuterne i Amedeo Modiglianiego różni się od tysiąca pozostałych? Szczerze? Wolałabym napisać: niczym i puścić w tle „Love The Way You Lie” Eminema i Rihanny, ale prawda jest taka, że opowieść o miłości tych artystów kończy się okropnym dramatem, który odcisnął swoje piętno na wielu osobach z ich otoczenia. 

Tajemniczy Kokos o melancholijnym spojrzeniu

Gdybyście jakimś cudem cofnęli się w czasie do lat I Wojny Światowej i nie wylądowali na froncie, ale na paryskim Montparnasse wśród tamtejszej bohemy, to z pewnością zwrócilibyście uwagę na Jeanne Hébuterne. Długie, często fantazyjnie upięte kasztanowe włosy kontrastujące z bladą cerą zapewniły jej dość osobliwą ksywkę wśród znajomych, którzy uznali, że wygląda trochę jak Kokos. To, co jednak naprawdę ją wyróżniało od najmłodszych lat, kryło się w oczach. Była bardzo melancholijną osobą i podobno nawet gdy bawiła się w najlepsze w kawiarniach artystycznej dzielnicy Paryża, to nawet na chwilę nie opuszczała jej aura delikatnej zadumy.

Dla wielu osób wydawała się przez to po prostu nudna, ale z pewnością nie dla najbliższych. Była oczkiem w głowie swojego brata oraz rodziców, którzy o dziwo od początku wspierali artystyczne zainteresowania swoich dzieci. Ponoć to właśnie André Hébuterne, marzący o zostaniu malarzem, wkręcił ją do świata bohemy twierdząc, że taki talent nie może się zmarnować. Późniejsze wydarzenia spowodowały jednak, że do końca życia obwiniał się za tragedię jaka spadła na Jeanne, twierdząc że gdyby nie on, siostra nigdy nie zdecydowałaby się na rozpoczęcie nauki w Académie Colarossi.

Modigliani i jego ostatnia muza

Wszystko to jednakże gdybania człowieka gnębionego przez ogromne poczucie winy, a faktem jest, iż Jeanne Hébuterne pragnęła rozwijać się jako artystka i stąd zdecydowała się uczyć we wspomnianej Académie Colarossi. Radziła sobie dobrze, a czasem zdarzało się jej pozować znajomym uczniom – uwiecznił ją m.in. Tsugouharu Foujita, który swego czasu był najbardziej ekscentrycznym bywalcem Montparnassu. Chociaż dziś pozostaje nieco zapomniany, to wówczas jego dzieła łączące w sobie japońskie techniki z zachodnią sztuką były znacznie popularniejsze niż prace jakiegoś Pabla Picassa. Powiadają, że Tsugouharu i Jeanne łączyło coś więcej, co jest oczywiście niewykluczone, ale musicie wiedzieć, że nawet jeżeli to prawda, to i tak wiosną 1917 roku świat artystki wywrócił się do góry nogami, a sam Foujita nie ma z tym nic wspólnego.

Tsugouharu Foujita, „Portret Jeanne Hébuterne”

To właśnie wtedy Jeanne Hébuterne poznała Amedeo Modiglianiego. Młoda artystka kompletnie straciła głowę dla starszego o 14 lat malarza, który pojawiał się od czasu do czasu Académie Colarossi korzystając z możliwości udoskonalenia warsztatu przy pracy z modelami. Włoch za każdym razem budził zainteresowanie młodych studentek, jednakże on sam całkowicie uległ urokowi dziewiętnastoletniej Jeanne, którą przedstawiła mu ich wspólna znajoma Chana Orloff.

Połączyło ich gorące uczucie i chociaż młoda artystka nie była pierwszą kobietą w życiu Amedeo, to wiele osób od razu zauważyło, że tym razem jest to coś poważnego. Podobno przyjaciele malarza dostrzegli w Jeanne żonę, nie zaś kolejną dziewczynę Modiglianiego, lecz Hébuternowie w ogóle nie podzielali tych zachwytów. Po pierwsze dowiedzieli się o wszystkim dopiero po kilku miesiącach, a po drugie umówmy się – Amedeo Modigliani nie miał najlepszej opinii. Poza tym był sporo starszy od ich ukochanej Jeanne, a mimo to nie mógł pochwalić się zbyt stabilną sytuacją finansową: mieszkanie do którego wprowadziła się młoda malarka było malutkie i nieogrzewane, więc w sumie nic dziwnego, że rodzice obawiali się o swoją ukochaną córeczkę.

Autoportrety obojga artystów: po lewej oczywiście Jeanne Hébuterne, po prawej – Amedeo Modigliani 

Mimo wszystko Jeanne dalej towarzyszyła Amedeo – tak zresztą było już do samego końca. Niemniej minęło zaledwie kilka miesięcy, gdy w marcu 1918 roku okazało się, że malarka jest w ciąży. 23-letni wówczas André zerwał kompletnie kontakty z siostrą, zaś rodzice jak pewnie się domyślacie – również nie byli zachwyceni tą wiadomością, jednak widząc jak wielkim uczuciem Jeanne darzyła Modiglianiego powoli zaakceptowali całą sytuację.

Wiadomo, że pani Hébuterne pomagała córce w miarę swoich możliwości i była jedną z nielicznych osób, które odwiedzały młodych w ich mieszkaniu. Jej wsparcie na pewno było dla Jeanne ważne, bo pomimo ogromnej miłości, życie z Amedeo nie było usłane różami. Abstrahując już od biedy i fatalnego stanu zdrowia artysty chorującego na gruźlicę, to niestety nigdy nie udało mu się pokonać alkoholizmu i uzależnienia od narkotyków. Młoda Hébuterne nigdy też nie wymagała by się zmieniał, trwając przy nim niezależnie od sytuacji – i z jednej strony wyróżniało ją to spośród poprzednich partnerek Modiglianiego, ale z drugiej, umówmy się: wcale mu (ani nikomu innemu) to nie pomagało.

Kadr z filmu „Modigliani, pasja tworzenia”, reż. Mick Davis, 2004 rok.
W naszą parę wcielają się Andy Garcia i Elsa Zylberstein

Zmiana klimatu

W maju tego samego roku przenieśli razem z innymi artystami na południe Francji. Pomysłodawcą wyjazdu był Leopold Zborowski, który miał nadzieję, że uda mu się sprzedać tam nieco prac swoich podopiecznych (których możecie kojarzyć pod nazwą École de Paris), bowiem nie od wczoraj nad Lazurowe Wybrzeże ściągają znani i bogaci, potencjalnie zainteresowani inwestycjami w sztukę.

Modi namalował tutaj wiele portretów swojej ukochanej, której brzuszek powiększał się z każdym dniem. 29 listopada 1918 roku w Nicei urodziła się ich córeczka, która otrzymała imię po matce – Jeanne. Co ciekawe, młodym rodzicom w pobycie na południu kraju towarzyszyła matka malarki i chociaż początkowo Leopold Zborowski musiał załatwić osobne lokum dla Amedeo, by ten miał miał gdzie pracować z dala od ciągłych rodzinnych awantur, to w końcu sytuacja się uspokoiła, zaś sam Modigliani ostatecznie zdobył serce teściowej. Teoretycznej teściowej, bo do ślubu artystów nigdy nie doszło, chociaż istnieje ponoć dokument datowany na lipiec 1919 roku według którego Włoch zobowiązuje się do poślubienia Jeanne jak tylko będzie to możliwe.

Artyści inspirowali się nawzajem: po lewej widzicie portret Modiglianiego autorstwa Jeanne, zaś po prawej jeden z licznych portretów Kokosa wykonanego przez Amedeo

Wiosną 1919 roku powrócili do Paryża. Jeanne spodziewała się kolejnego dziecka, lecz z lękiem spoglądała w przyszłość. Relacje z André wcale się nie poprawiły, zaś zdrowie jej ukochanego Modiego tylko się pogarszało. Co prawda dzięki wysiłkom Zborowskiego prace Modiglianiego zaczęły być wystawiane w Anglii, a tamtejsi kolekcjonerzy sztuki zaczęli interesować się twórczością artysty i kupować jego prace, to nieuleczalna choroba na spółę z uzależnieniem Amedeo stale wisiała nad zakochanymi. Podobno Jeanne niejednokrotnie zostawiała córeczkę u rodziców po to, by szukać ukochanego po paryskich imprezowniach.

Jeżeli spodziewacie się, że robiła mu potem sceny przy znajomych, to się mylicie. Według ich relacji najczęściej wyciągała go na jakąś ławkę na której potem siedzieli przytuleni, aż zdecydowali się na powrót do domu. Tak minęły kolejne dni i miesiące prowadzące nieubłaganie do tragedii, która wydarzyła się w styczniu.

Paul Guillaume i Amedeo Modigliani w Nicei, 1917 rok

Okrutny finał wielkiej miłości

Słowo, które moim zdaniem najlepiej określa to, co się wydarzyło w Paryżu na początku 1920 roku to „devastating”. Nie znam równie dobrego polskiego odpowiednika, które wyrażałoby tak druzgocącą sytuację, która „wyniszcza” mnóstwo osób dookoła. Historię tamtych dni znamy jedynie z relacji znajomych Modiego i Jeanne, gdyż André Hébuterne nigdy nie chciał rozmawiać na ten temat. Do końca życia temat siostry był dla niego zbyt bolesny.

Pod koniec stycznia 1920 roku stało się jasne, że dni Amedeo Modiglianiego są już policzone. Leżał w łóżku pogrążony w chorobie, a przy jego boku czuwała oczywiście Jeanne. Potem niektórzy zarzucali dziewczynie, że gdyby raczyła się zająć ukochanym, zamiast leżeć z nim czekając na śmierć, to artysta mógłby wrócić do zdrowia, ale nie oszukujmy się: WHO do dzisiaj uważa gruźlicę za groźną chorobę stanowiącą globalne zagrożenie, a w latach 20. XX wieku dopiero testowano pierwsze szczepionki. Cóż więc mogła zrobić młodziutka ukochana artysty, który nigdy nie zrezygnował z hulaszczego trybu życia?

Modigliani trafił do szpitala, gdzie zmarł wieczorem 24 stycznia. Jeanne była przy nim cały czas i według jej słów, Amedeo w ostatnich chwilach życia westchnął „Włochy, Drogie Włochy”. 

Hébuterne nie została sama – przyjaciele, a następnie rodzina mieli na nią cały czas oko, martwiąc się jak poradzi sobie po śmierci ukochanego. O dziwo malarka, będąc wówczas w bardzo zaawansowanej ciąży, była bardzo spokojna. Zbyt spokojna. Nie płakała, nie histeryzowała, tylko po prostu umilkła. Rodzice zabrali ją do domu, gdzie całą noc czuwał przy niej brat. Co jakiś czas wpadał do pokoju w którym Jeanne miała spać, jednak za każdym razem zastawał ją przy oknie, zapatrzoną w dal.

Nad ranem André usłyszał skrzypnięcie otwieranego okna i przerażony rzucił się w stronę pokoju siostry, lecz nie zdążył. Jeanne w kilkanaście godzin po śmierci Amedeo Modiglianiego popełniła samobójstwo skacząc z czwartego piętra, zabijając siebie i dziecko, które nosiła pod sercem.

„Samobójstwo” – praca Jeanne Hébuterne, którą stworzyła podobno
40 godzin przed śmiercią Amedeo Modigianiego

Zszokowany chłopak wybiegł na podwórko, gdzie spotkał przypadkowego robotnika, którego poprosił o zabranie ciała siostry. Nie chciał, by matka zobaczyła córkę w takim stanie. Mężczyzna przewiózł ciało na taczkach do pracowni Modiglianiego przy Rue Grand Chaumiere, zaś André wrócił do domu i opowiedział rodzicom co się stało.

Tymczasem na paryskim cmentarzu Père Lachaise pochowano Amedeo Modiglianiego, lecz nikt ze zgromadzonych nie był świadom dramatu, który rozegrał się kilka godzin wcześniej, chociaż zapewne nieobecność Jeanne mogła być zastanawiająca. Następnego dnia, z samego rana, rodzina Hébuterne czym prędzej pochowała córkę na Bagneux Cemetery, celowo nie informując niemalże nikogo o pogrzebie. Jedynie kilku przyjaciół – w tym wspomniani Chana Orloff i Leopold Zborowski z żoną – towarzyszyło Jeanne w jej ostatniej drodze, jednakże na prośbę rodziny zostali przed bramą cmentarza.

Malutka Jeanne, która w tym czasie miała zaledwie 14 miesięcy została adoptowana przez swoją ciotkę, Margheritę Modigliani i spędziła dzieciństwo we Włoszech nieświadoma historii, która wstrząsnęła jej rodziną, Dopiero jako dorosła kobieta zaczęła badać życie swoich rodziców – wydała nawet książkę „Modigliani: Man and Myth”.

André Hébuterne dożył prawdziwie sędziwego wieku – zmarł w 1992 roku wieku 98 lat, przeżywszy nawet Jeanne Modigliani. Został więc najdłużej żyjącym spadkobiercą po swojej siostrze, lecz nie pozostawił po niej żadnych wspomnień czy zapisków. Tak jak wspominałam – nie chciał rozmawiać o wydarzeniach z 1920 roku, prawdopodobnie czując się winnym całej sytuacji, gdyż według niego, to on był odpowiedzialny za wciągnięcie Jeanne do świata artystycznej bohemy, gdzie ta poznała Modiglianiego. Tego przeklętego Modiglianiego, którego rodzina Hébuterne obarczyła winą za śmierć młodziutkiej malarki i jej nienarodzonego dziecka.

Jeanne Modigliani, córka Jeanne i Amedeo, 1964 rok

Dzieła Jeanne Hébuterne pozostawały w posiadaniu jej brata oraz córki, jednak dopiero po śmierci tych dwojga ujrzały światło dzienne. Jeanne Modigliani przekazała prawa do dysponowania spuścizną po matce Christianowi Parisotowi – francuskiemu krytykowi sztuki pod warunkiem, że ten nie opublikuje niczego przez 2000 rokiem. Z kolei wdowa po André Hébuterne też nie spieszyła się z upublicznianiem prac szwagierki. Dopiero więc w październiku 2000 roku kilka prac i spora kolekcja szkiców Jeanne zostało wystawionych po raz pierwszy przy okazji wystawy Amedeo Modiglianiego w Wenecji.

Obecnie Jeanne Hébuterne i Amedeo Modigliani oraz ich drugie, nienarodzone dziecko spoczywają razem na cmentarzu Père Lachaise. Dziesięć lat po samobójstwie Jeanne brat Modiego, Emanuele przekonał rodzinę dziewczyny, że należałoby ekshumować ciało artystki, by zjednoczyć ukochanych raz na zawsze. Na ich wspólnym nagrobku wykuto m.in. „oddana towarzyszka w skrajnym poświęceniu”, co idealnie podsumowuje smutną historię dwojga zakochanych.


Źródła:
Modigliani’s Women. Jeanne Hebuterne, modernartconsulting.ru
The Tragic Story of Jeanne Hébuterne and Modigliani, Zuzanna Stanska, dailyartdaily.com
Jeanne Hébuterne – anioł o poważnej twarzy, Olga Wesołowska, niezlasztuka.net
Wikipedia: Jeanne HébuterneAmedeo Modigliani, Jeanne ModiglianiAndré Hébuterne