GOOOL Kolumbii, czyli Głównie O Obyczajach Obcokrajowców Lekcja 8

Trochę mi żal Kolumbii, wiecie? Ja wiem, że po naszej dzisiejszej sromotnej porażce brzmi to co najmniej dziwnie, ale serio, jest mi ich żal. Głównie dlatego, że kraj określany czasami jako brama do Ameryki Południowej kojarzony jest głównie z kokainą i brutalnymi kartelami narkotykowymi, a prawda jest taka, że to bardzo inspirujące miejsce na ziemi, gdzie architektura zadziwia, a street art można tworzyć na legalu, chociaż stoi za tym przykra historia. Jaka? Zobaczcie sami! 😉 

Smutna droga ku legalności

Bogota – podobnie jak wiele innych światowych stolic – przyciąga wielu artystów, których dzieła niekoniecznie lądują na płótnie, a częściej raczej na murach i ścianach budynków. Jeszcze kilka lat temu kolumbijska policja brutalnie zwalczała osoby traktujące miasto jako przestrzeń do tworzenia, jednak w 2011 wszystko się zmieniło.
Diego Felipe Becerra często przedstawiał wizerunek kota Feliksa znanego ze starych, niemych kreskówek. 19 sierpnia 2011 roku tworzył kolejne graffiti ze swoją firmową postacią, gdy nakryła go policja, która do zatrzymania Diega użyła broni. Młody artysta zmarł, a jego śmierć spowodowała ogromne poruszenie – i to nie tylko w świecie street artu. Policja najpierw broniła się próbując przedstawić chłopaka jako groźnego i uzbrojonego złodzieja, ale tylko się pogrążali takimi tłumaczeniami. Aby jakoś uspokoić protesty, burmistrz Bogoty Gustavo Petro, postanowił zalegalizować street art – z drobnymi uwagami, by nie mazać po zabytkach, pomnikach oraz budynkach użyteczności publicznej.

Detale z ulic Bogoty

I teraz tak:  z jednej strony tragiczna śmierć nastoletniego artysty przyczyniła się do tego, że obecnie Bogota jest rajem dla artystów, ale z drugiej strony dla wielu z nich wszystko straciło sens, bo działanie wbrew prawu to ważny aspekt street artu. W związku z tym graffiti pojawia się w miejscach, które miały pozostać czyste, stąd cały ten rozejm od początku jest dość kruchy. Miastu to jednak nie przeszkadza i przechadzając się po ulicach Bogoty można natknąć się na mnóstwo wspaniałego street artu.

Uroczysta zmiana butów

Jedną ze zwyięzców czternastej edycji International Photography Awards była francuska fotografka Delphine Blast, która zaprezentowała serię fotografii ukazujących młode dziewczęta w balowych sukniach pozujących w nieciekawych zakamarkach Bogoty. Dzięki temu rzucającemu się od razu w oczy kontrastowi chciała ukazać rzeczywistość stojącą za kolorową fasadą Quinceañery, czyli takiego latynoskiego balu debiutantek.
Podobno tradycja sięga jeszcze czasów Azteków*: wówczas 15 urodziny były wyjątkowym dniem w życiu zarówno chłopców jak i dziewczynek, gdyż wtedy żegnali się ze swoim dzieciństwem i stawali się dojrzałymi ludźmi. Dzisiaj Quinceañera (gdzie quince oznacza piętnaście,zaś años lata) dotyczy tylko dziewcząt i w skrajnych przypadkach może kosztować rodzinę jubilatki tysiące pesos, a to wszystko w imię zasady – dobrzej znanej wielu Polakom – zastaw się, a postaw się. Symboliczna przemiana dziewczynki w kobietę wiąże się bowiem z ogromną imprezą podczas której przebrana w bogato zdobioną suknię bohaterka, otoczona wianuszkiem chłopców (chambelanes) i dziewcząt (damas), zmienia przy pomocy swego ojca obuwie na płaskim obcasie na swoje pierwsze szpilki. W razie zaproszenia mile widziane są prezenty wykonane ze złota. 😉

 

“Quinceañera” also called « fiesta de quince años » is the celebration of a girl’s fifteenth birthday in parts of Latin America. It marks the transition from childhood to womanhood. It has a great importance in Colombia where it is very traditional and common. Here, Brenda Lizeth Correa poses in a quinceanera dress outside her parents’house a few days after her party, in Bogota. Brenda’s parents are both recyclers. They saved money for more than 3,5 years and spent more than 6,5 millions pesos (nearly 3000 US$) to organize the celebration. 150 people were invited. Brenda wants to become a surgeon. This picture is part of a larger serie, „quinceanera in Colombia”. #quinceañera #quinceaneraproject #quince #quinceanos #colombia #americalatina #everydayamericalatina #portrait #colors #documentary #photojournalism #instagram #instagood #bogota #princess #beauty #bogota

Post udostępniony przez Delphine Blast (@delphine_blast)


Fotografka chciała dzięki swoim zdjęciom zwrócić uwagę na totalne szaleństwo, które ogarnia całe rodziny podczas Quinceañery, bowiem nawet uboższe rodziny potrafią  zadłużyć się na lata, byle zorganizować imprezę z wielką pompą dla swojej piętnastolatki.

 


Wiele osób twierdzi, że Quinceañera mocno seksualizuje młode dziewczęta, a brak męskiego odpowiednika takiej imprezy podkreśla zależność kobiet od rodziny. Biznes wokół uroczystości i mnóstwa mniejszych tradycji z nią związanych jest jednak tak duży, że żadne krytyczne głosy nie są w stanie mu zaszkodzić. Co więcej, coraz popularniejsza staje się Cincuentañera, którą organizują 50 letnie babeczki w celu świętowania swej dojrzałości i podsumowania życiowych osiągnięć. 😉

Istotne podwójne nazwisko

Przy okazji GOOOLa o Islandii pisałam, że ci potomkowie Wikingów w zasadzie nie mają nazwisk – a przynajmniej nie takich typowych dla nas. Kolumbijczycy natomiast mogą pochwalić się aż dwoma, gdyż ich apellidos tworzy się od pierwszych apellido ojca i matki. Brzmi skomplikowanie, ale taka sama zasada obowiązuje w innych państwach związanych z hiszpańską kulturą: gdy ojciec nazywa się np. Juan Rodríguez González, a matka Paola García Pérez, to ich syn Miguel otrzyma od nich po pierwszym apellido i sam będzie nazywał się Rodríguez García. W ten sposób wiadomo było, że dziecko nie pochodzi z nieprawego łoża, a osoby z pojedynczym nazwiskiem mogły spotkać się z bardzo nieprzyjemnymi sytuacjami. Aby nie pogłębiać społecznych podziałów w Kolumbii weszło swego czasu prawo pozwalające matce przepisać swoje apellidos na dziecko, dzięki czemu nie było od razu wiadomo, że taka osoba jest bękartem.

Bazylika 100 metrów nad ziemią

Jeżeli tak jak ja masz słabość do zabytkowych katedr oraz wyjątkowych budowli sakralnych to z pewnością dodasz Bazylikę Las Lajas do listy miejsc, które musisz zobaczyć przed śmiercią! Wybudowana pomiędzy skałami neogotycka świątynia wnosi się 100 metrów nad dnem kanionu, dokładnie w miejscu w którym niemalże 300 lat temu objawiła się Matka Boska.
To w ogóle całkiem ciekawa historia: podobno gdy w 1754 roku burza zaskoczyła Marię Meneses de Quiñones oraz jej głuchoniemą córkę Rosę, kobiety schroniły się przed nawałnicą w tamtejszych skałach (czyli lajas – stąd nazwa bazyliki). Ulewny deszcz dudnił o zbocza kanionu nad którym co chwila niebo rozdzierały błyskawice, gdy nagle – ku absolutnemu zdumieniu matki – Rosa zawołała: Mamo, Dziewica** woła mnie! i wskazała stojącą nieopodal jasną postać. W tamtej chwili dziewczynka została uzdrowiona, jednak obie postanowiły nikomu nie zdradzać jak do tego doszło. Przez pewien czas udało im się utrzymać całą historię w tajemnicy, ale gdy zrozpaczona po śmierci Rosy Maria wróciła w to samo miejsce, by pomodlić się za duszę ukochanej córki nastąpił kolejny, dużo większy cud. Otóż Matka Boska wskrzesiła Rosę i jak zapewne się domyślacie – nie dało się uniknąć niewygodnych pytań. 😉

Santuario de Las Lajas, Ipiales, Colombia, 2015-07-21, DD 21-23 HDR-Edit.JPG
By Diego Delso, CC BY-SA 4.0, Link

I teraz najlepsze – zwrot akcji, który docenią fani Z Archiwum X – tam, gdzie po raz pierwszy objawiła się Matka Boska odnaleziono malowidło przedstawiające Maryję z Dzieciątkiem. Nikt nie wie kto je wykonał – podobno pojawiło się gdy Maria przyprowadziła księdza oraz innych miejscowych, by pokazać gdzie doszło do wskrzeszenia jej córki. Co więcej, w trakcie badań wyszło, że wizerunek został namalowany przy pomocy farb, których skład nie był wcześniej znany.

Podobno do dziś dochodzi tutaj do cudownych uzdrowień.

Narcos ich nie jara

Nawet patrząc po memach krążących przed dzisiejszym meczem widać, że Kolumbia mocno kojarzy się z kokainą, a co za tym idzie – Pablo Escobarem, który był bohaterem dwóch pierwszych sezonów serialu Narcos. Popularna produkcja Netflixa w dniu premiery przyciągała mnóstwo fanów pochłaniających wszystkie odcinki w rekordowym tempie. Serial o narkotykowym bossie wszech czasów zebrał wiele pozytywnych recenzji, jednak tego entuzjazmu zdecydowanie nie podzielają sami Kolumbijczycy.
Zacznijmy od obsady: podobno brazylijscy aktorzy strasznie kaleczą charakterystyczny akcent mieszkańców Medellín. Szperając po sieci natrafiłam na porównanie, że brzmi to tak, jakby w filmie o Sherlocku Holmesie główny bohater mówił niczym redneck z Teksasu. Kolumbijczycy ponadto mają żal, że do serialu zaangażowano tyle zagranicznych aktorów, skoro mogli wybrać równie dobrych miejscowych artystów.
Przede wszystkim drażni ich przedstawienie całej historii wyłącznie z perspektywy bohaterów i przemielenia tego wszystkiego przez styl amerykańskiego kina przez co kompletnie zapomniano o zwykłych obywatelach, których mocno dotknęła działalność Escobara. Chociaż nie – przedstawiono ich jako wdzięcznych swojemu Robin Hoodowi biedaków, co z pewnością nie oddawało w pełni obrazu społeczeństwa. Kolumbijczycy nie chcą być postrzegani poprzez pryzmat kokainy i wykonali naprawdę kawał dobrej roboty, by się od tego odciąć – wiedzieliście na przykład, że w 2013 roku, czyli zaledwie 20 lat po śmierci Escobara, Medellín zostało uznane za najbardziej innowacyjne miasto na świecie? To spore osiągnięcie, zwłaszcza, że startowali przecież z samego dna, bo przez działania karteli narkotykowych na przełomie lat 80 i 90 było uważane za najbardziej niebezpieczne. I co? I wszystko na nic, bo i tak dalej kojarzą się z białym proszkiem. Nawet na płycie Taconafide można znaleźć tekst o prochach i Medellín.

 

* Niektóre źródła podają, że Quinceañera wywodzi się z kultury Majów lub Tolteków
** W różnych źródłach natknęłam się na różne określenia użyte w tamtej chwili przez Rosę – według niektórych krzyknęła wówczas Mestiza (Metyska). 😉
____________

W nagłówku tego wpisu wylądował najprawdopodobniej Krzysztof Kolumb od którego Kolumbia wzięła swoją nazwę. „Najprawdopodobniej”, gdyż nie do końca wiadomo, czy faktycznie ten XVI wieczny portret autorstwa Sebastiano del Piombo faktycznie przedstawia słynnego odkrywcę. 😉

Read more