GOOOL Iranu, czyli Głównie O Obczajach Obcokrajowców Lekcja 2

Rewolucja kulturowa może i na pierwszy rzut ucha brzmi dla kulturoholika całkiem obiecująco, ale na przykładzie Iranu widać, że to nie zawsze pozytywne zjawisko. Państwo o bogatej historii sięgającej czasów starożytnych może pochwalić się mnóstwem osiągnięć, więc spokojnie można by zrobić cykl skupiający się wyłącznie na nim, ale postarałam się wybrać kilka najciekawszych smaczyków, które mają za zadanie jedynie pobudzić Wasz apetyt i sprawić, że zainspirowani spojrzycie na Iran nieco inaczej. 🙂 

To nie Arabowie!

Zacznę może od rzeczy oczywistej dla części z Was, ale z doświadczenia wiem, że nie wszyscy pamiętają o tym, iż Irańczycy to nie Arabowie. Otóż dzisiejsi przeciwnicy Marokańczyków są Persami.
I teraz może niektórzy sobie myślą: Pff, i co z tego?! Arab, Pers jeden pies!, ale w takim razie wyobraźcie sobie co by się działo, gdyby kiedyś na Eurowizji określono Donatana i jego Słowianki jako German. No przecież polskie internety by zapłonęły 5 minut później, a rano pożar przeniósłby się na okładki gazet oraz tweety polityków. Dlatego warto posłuchać starej, dobrej rady i nie czynić innym tego, co nam jest nie miłe, ergo: pamiętać, że Irańczycy to nie Arabowie. 😉

Autobiografia z wojną w tle

Skoro jesteśmy już przy Persach, to koniecznie muszę wspomnieć o Persepolis – komiksowej autobiografii Marjane Satrapi, która jako mała dziewczynka była świadkiem wielkich zmian w Iranie: upadku szacha, początku reżimu ajatollaha Chomeiniego oraz wojny z Irakiem. Dzięki jej historii opowiedzianej w prostych, czarno-białych ilustracjach stworzonych niczym ręką dziecka można poznać kawał historii Bliskiego Wschodu z pierwszej ręki. Chociaż pokazuje bombardowania lub jak prano mózgi jej kolegom, a sąsiedzi nie zawsze szlachetnie dostosowywali się do nowych realiów, to nie uderza przy tym w poważne i przesadnie udramatyzowane tony. O nie, Satrapi jest o wiele bardziej przebiegła: bierze czytelników z zaskoczenia tak, że ci podczas lekkiej i przyjemnej lektury wypełnionej nieprzeciętnym humorem zostają wciągnięci w przejmujące momenty z życia małej Marjane i nie wiadomo kiedy zaczynają inaczej patrzeć na doniesienia z Bliskiego Wschodu. Bo co prawda Persepolis rozgrywa się pod koniec ubiegłego wieku, to jest bardzo aktualnym dziełem, ale pomimo swojej prostej formy wymaga od odbiorców odrobiny rozumu. A z tym jak wiadomo bywa różnie. 😉

W 2007 roku zekranizowano Persepolis i jako fanka komiksu przyznaję, że Marjane Satrapi udało się przenieść ten specyficzny klimat ze stron powieści na animowaną historię, więc jeżeli ostatnio nie macie pomysłu co by tu obejrzeć, to z czystym sercem mogę Wam ją polecić.
Persepolis było nominowane do Oscara, ale przegrało z Ratatouille. Także ten… Wspominałam już co sądzę o Nagrodach Akademii? 😀

Anno Persarum

Jak najłatwiej przenieść się do XIV wieku? Wystarczy wybrać się do Iranu! Obowiązuje tam bowiem kalendarz Jalaali, który mimo wszystko jest całkiem podobny do naszego gregoriańskiego: ma dwanaście miesięcy, które z kolei mają po 30 lub 31 dni, a cały rok trwa 365 dni – z wyjątkiem przestępnego, który liczy sobie dzień więcej. Dlaczego więc my mamy 2018 rok, a oni 1397?!
Otóż w krajach muzułmańskich lata liczone są od hidżry, czyli ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny, która wg. naszego kalendarza miała miejsce w 622 roku. Ale nie rozjeżdżamy się jedynie w kwestii lat – również nowy rok świętujemy w innych terminach. Rok w kalendarzu irańskim rozpoczyna się w dniu przesilenia wiosennego i wówczas to Irańczycy bawią się ze znajomymi, a dzieciaki maja wolne od szkoły. Co ciekawe, chociaż kalendarz ten opracowano już w XI wieku,  to obowiązuje dopiero od 1925 roku, gdyż wcześniej posługiwano się w Persji kalendarzem muzułmańskim, a irański używano raczej w kwestiach astronomicznych i astrologicznych. Mimo to niektórzy znawcy tematu wskazują, że system irański ma więcej zalet niż gregoriański – jest podobno bardziej naturalny niż nasz i powiem szczerze, że sama wielokrotnie zastanawiałam się czemu Sylwester nie jest obchodzony z końcem zimy – przecież wówczas rozpoczyna się wiosna, natura budzi się do życia, więc faktycznie dochodzi do jakiegoś przełomu. Nie wiem jak Wy, ale Irańczycy najwyraźniej się ze mną zgadzają. 😉

Paisley z Iranu

Popularny motyw dekoracyjny w kształcie zawiniętej łezki, który zna każdy, ale nie każdy wie jak się nazywa to paisley. Podobno pochodzi właśnie z Iranu,  choć niektóre źródła upierają się, że jednak z Indii, ale jakby to nie było, to przyznacie sami, że paisley nie brzmi zbyt orientalnie. I nic dziwnego: Paisley to nazwa szkockiej miejscowości, która zasłynęła z produkcji tkanin z tym właśnie motywem.
W Iranie nazywa się go botteh lub botha i po raz pierwszy pojawił się razem z początkiem naszej ery. Zdobił nie tylko tkaniny, ale również insygnia władzy i oryginalnie był ustawiony w rzędach oraz w jednym kierunku i dopiero w Szkocji zaczęto eksperymentować z wzorem, który podbił w sumie cały świat: nosiła go zarówno Maria Antonina i dowolna Maria ze Śląska, gdyż paisley można znaleźć na tamtejszych chustach.

20110102 Ice House (interior) Meybod Iran.jpg
By User:GgiaOwn work, CC BY-SA 3.0, Link

Nie ma wody na pustyni?

Ależ jest! A dzięki yakhchāl Persowie już 400 lat przed naszą erą mieli nawet lód do swoich drinków. Wszystko dzięki ówczesnym inżynierom, którzy opracowali budowę yakhchāl, czyli Wieży Lodu. Ogromna konstrukcja zachowywała niską temperaturę wewnątrz nawet w upalne dni, przez co była budowana w każdej prowincji i do dziś na terenie Iranu można znaleźć ok. 100 takich wież. Niestety, wraz z pojawieniem się elektryczności przestały być potrzebne i wiele z nich niszczeje.

Raj dla trzepaków

Nie można pisać o kulturze Iranu bez wspomnienia o słynnych perskich dywanach! 😀 A pod tym względem to prawdziwi rekordziści: najstarszy zachowany na świecie dywan Pazyryk – nazwany tak od miejsca w którym go odnaleziono skutego w lodzie – datowany jest na III wiek p.n.e. i oczywiście pochodzi z Persji, chociaż obecnie można go podziwiać w Ermitażu w Sankt Petersburgu. Tytuł największego również należy do dywanu stworzonego w Iranie – rekordzista ma rozmiary boiska do futbolu amerykańskiego i był tkany przez 1200 osób! Zdobi jeden z meczetów w Abu Zabi, gdzie musiał być transportowany w częściach, bo waży niemalże 50 ton!
Dzisiaj irańskim manufakturom zagraża chińska produkcja, jednakże to Persowie byli prawdziwymi pionierami tkania dywanów. Ich dzieła wyróżniały się nie tylko misternością wzorów, ale również i wytrzymałością, a tajniki rzemiosła przekazywano z ojca na syna w tajemnicy – nic więc dziwnego, że perski dywan stał się symbolem absolutnego luksusu na który połasili się nawet szejkowie z Arabii Saudyjskiej.

Read more