Czy zastanawiałaś się kiedyś co by było, gdyby Warhol miał Instagrama, a Stryjeńska Twittera?

Dawni artyści często wydają się nam zupełnie odlegli i trochę jakby z innego świata z tą całą swoją twórczością, natchnieniem i dekadencką bohemą, a tymczasem podobnie jak my, często zmagali się z podobnymi problemami. Jeżeli sądzicie, że narzekanie na  poniedziałkowe rozmemłanie lub strzelanie sobie selfiaków pojawiło się wraz ze statusami na social mediach, to koniecznie musicie poznać Zofię Stryjeńską i Andy’ego Warhola z zupełnie nowej strony. Pozwoliłam sobie nieco pofantazjować i pomyśleć o tym jak…

…Zofia Stryjeńska rządziłaby na Twitterze!

Myślę, że podbiłaby Twittera, gdyby tylko spisywała swój pamiętnik na laptopie z szerokopasmowym łączem internetowym. Jej teksty – choć napisane dość osobliwym jak dla nas, współczesnych językiem – uderzają w problemy, które sami dobrze znamy z autopsji. Chociaż Stryjeńska była szalenie zdolną artystką, to jednak finanse nie były jej mocną stroną. Z problemami materialnymi borykała się przez całe życie, a ponadto miała za sobą kilka nieudanych związków i małżeństw. No i jeszcze te codzienne, drobne sytuacje, które niczym mały kamyk w bucie skutecznie irytują i psują humor. Zresztą zobaczcie sami, może z czymś sami będziecie się mogli utożsamić:

Czekam aż się te święta przewalą, bo mię takie uroczystości wyprowadzają z równowagi (materialnej też).

 

Ukąpałam się w gorącej wodzie, takie zimno psie, poczem runęłam na tapczan.
Już tak zdechnę.

 

Horoskop obiecuje mi niezmierzone rezultaty na podstawie wytrwałości i osobistego wysiłku. Może odnosi się to do robienia długów? Np. 1 miliard de dollars mieć długów byłby to już poziom artystyczny. Przedzieram się już po tej ścieżce ku blaskom.

No czyż nie są to tweety rodem z połowy XX wieku? 😀 Stryjeńska to w ogóle fascynująca postać (pisałam nieco o jej historii tutaj): targana emocjami lubiła popadać w przesadę, więc podejrzewam, że nierzadko byłaby bohaterką internetowej gównoburzy, ale przyznajcie się – pewnie sami chętnie byście to śledzili z michą popcornu na kolanach! Niestety, jedyne co nam zostaje to obserwowanie nieoficjalnego profilu Zochy na Facebooku z którego – przyznaję się bez bicia – zaczerpnęłam cytaty. Link podaję tutaj.

…Andy Warhol byłby niekwestionowanym królem Instagrama!

Chociaż ojciec pop-artu kojarzy się bardziej z malarstwem niż fotografią, to jednak większość jego znanych obrazów powstało przecież na podstawie wykonanych przez niego zdjęć – a tych Warhol produkował naprawdę ogromne ilości! Jak sam twierdził, prowadził obrazkowy pamiętnik (visual diary) w którym uwieczniał wszystko, co się działo wokół niego: pstrykał fotki zarówno podniszczonym pisuarom napotkanym gdzieś na ulicach Nowego Jorku, jak i swoim sławnym znajomym podczas wspólnych imprez. A do tego oczywiście robił sobie selfiaki. Dużo różnych selfiaków, nietypowych ujęć znanych osobistości lat 70. i 80. oraz wydarzeń z miasta, które nigdy nie śpi. Brzmi to jak recepta na doskonały profil na Insta, no nie?

Wyobraźcie sobie tylko co by się działo, gdyby miał smartfona z dostępem do Internetu! Przecież mielibyśmy najlepsze instastories we wszechświecie, a portale plotkarskie nie nadążałyby z tworzeniem artykułów. 😉

To jeszcze sztuka czy już zwykła pstrykanina?

Andy Warhol stworzył łącznie ok. 66.000 fotografii! Ta ogromna zbieranina stanowiła dla znawców sztuki oraz spadkobierców artysty spore wyzwanie, no bo jak zakwalifikować tę pstrykaninę – jako dokumenty archiwalne czy dzieła sztuki? Niektóre z tych zdjęć faktycznie posłużyły Warholowi do stworzenia jego słynnych dzieł, ale część wydawała się kompletnie bezcelowa, ot cyknięta pod wpływem chwili. A może jednak nie?
Mamy przecież do czynienia z genialnym artystą, więc kto wie czy robiąc zdjęcie np. wspomnianym wcześniej już pisuarom nie chodziło mu o coś więcej? Może to odniesienie do Fontanny Duchampa? Albo krytykę współczesnego społeczeństwa? Komentarz odnośnie polityki rządu? Nie wiadomo.
A musicie wiedzieć, że te dywagacje nie były tylko gadaniną nawiedzonych kulturoholików – za decyzją czy to sztuka czy też zdjęcia archiwalne szły ogromne pieniądze. Sprawa trafiła ostatecznie do sądu, gdzie prawnik rozporządzający majątkiem Warhola starł się z Fundacją Andy’ego Warhol’a. Fundacji bardzo zależało na scenariuszu w którym uznają te zdjęcia za materiał archiwalny, bo w przeciwnym wypadku musiałaby oddawać mnóstwo hajsu. Niestety – dla nich rzecz jasna – sędzia uznał fotografie Warhola za dzieła sztuki warte 80 milionów dolarów, ergo samego Andy’ego za fotografa z prawdziwego zdarzenia!

Andy Warhol powiedział kiedyś, że w przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut. I faktycznie – dzisiaj dzięki social mediom każdy z nas może przez chwilę zaistnieć i zaznać uwielbienia dzięki serduszkom oraz kciukom w górę. Szkoda tylko, że sam tego nie doczekał, bo jestem pewna, że wykorzystałby Internety w sposób na jaki sami jeszcze nie wpadliśmy.

Tylko czy faktycznie w XXI wieku Stryjeńska, Warhol lub ktokolwiek inny z artystycznego Olimpu mógłby obecnie konkurować z Kardashiankami lub Iron Majdanami? Może za bardzo lubimy Ukryte Prawdy, by docenić współczesnych artystów równie mocno jak kiedyś? Jak myślicie? 😉

 

Read more