ART #26, czyli Artefaktowy Raport Tygodnia. Dlaczego Angielskie przechwałki są dowodem na to, że Chiny nas zjedzą.

Polaków na Wyspach Brytyjskich nie brakuje, więc jeżeli akurat latem będziecie w okolicach Newcastle, to będziecie mieli okazje zajrzeć na imprezę, która spowodowała u mnie refleksję na temat przemijania dominacji Zachodu. Tak poza tym, to na największych bankach zdjęć zagości nieco empatii, a Polska została pozwana przez pewnego kolekcjonera sztuki. 

Chiny nas zjedzą

Północ Anglii nie kojarzy się z wakacyjnym kierunkiem wyjazdów, bo tamtejsza pogoda skutecznie utrudnia zestawienie w jednym zdaniu Newcastle z drinkami przy basenie, jednakże ludzie północy postanowili zawalczyć o uwagę urlopowiczów. W tym tygodniu wystartowała Great Exhibition of the North, czyli ogromna impreza przepełniona sztuką, designem, muzyką, innowacjami oraz mnóstwem atrakcji mającym na celu pokazanie światu ile mają do zaoferowania. Chwalą się, że dali nam przecież Beatlesów, piłkę nożną oraz grafen i podobno jeszcze więcej mają do zaoferowania turystom, którzy przez trzy miesiące będą mogli zwiedzać darmowe wystawy lub wybrać się na liczne koncerty, a także wziąć udział w specjalnych atrakcjach.

Doktor i Damien Hirst? Anglicy wiedzą jak mnie przekonać!

Brzmi to całkiem obiecująco – przyznam, że powyższy screen wygląda wręcz jak zaprojektowany po to, by skusić mnie do odwiedzin, jednak u mnie w tym roku odpadają wojaże na takie odległości. 😉 Mimo to – jeżeli planujecie wyjazd do Anglii w te wakacje, to jest to zdecydowanie ciekawa opcja dla każdego kulturoholika.

Problem w tym, że w wieczór otwarcia wypuszczono w powietrze sto dronów, które swoim pokazem świateł miały uświetnić rozpoczęcie Wielkiej Wystawy. No i spoko, pokaz robił wrażenie, tylko sami Anglicy chwalą się tym jakby to było wiekopomne osiągnięcie, a prawda jest taka, że to nie pierwsza impreza na której zaprezentowano podobne show. Co więcej, nie tak dawno temu, bo na początku maja, nad chińskim miastem Xi’an 1274 drony symbolizujące 12,34 km murów miejskich ruszyły w spektakularny taniec bijąc tym samym światowy rekord Guinessa. Przyznacie więc, że setka dronów z okazji imprezy wychwalającej dokonania (również technologiczne) północy Anglii wpada trochę blado. Cytując klasyka – Chiny nas zjedzą! 😉

Leonardo na Bliskim Wschodzie

To już oficjalne – Salvator Mundi, ostatnie wielkie dzieło Leonarda da Vinci będzie wystawione w muzeum Abu Zabi. Dotychczas wszystko opierało się na plotkach o których wspomniałam przy okazji wpisu o Arabii Saudyjskiej, ale teraz wiadomo, że nie do końca się sprawdziły. Zbawiciela Świata będzie można oglądać od 18 września w Luwrze w Abu Zabi.
Obraz kupiony za absolutnie rekordową sumę 450 milionów dolarów od początku wzbudzał mnóstwo zainteresowania, a o jego nabywcy snuto wiele teorii. Wiele wskazywało na to, że dzieło wylicytował następca trony Królestwa Arabii Saudyjskiej, jednak Zjednoczone Emiraty Arabskie chwaliły się, że to ich państwowy Departament Kultury i Turystyki zakupił obraz poprzez pośrednika – okazało się, że Emiraty miały rację, chociaż podobno w ogóle to było tak, że oba państwa prześcigały się w licytacjach i ostatecznie aukcję wygrał książę Mohammed Bin Salman z Arabii, ale oddał Salvatora Mudi Emiratom w zamian za luksusowy jacht. Ile w tym prawdy –  nie wiadomo – wiadomo natomiast, że dzieło wielkiego mistrza będzie można podziwiać w Abu Zabi.

Kolekcjoner sztuki pozywa Polskę

Pochodzący z Rosji amerykański kolekcjoner sztuki Alexander Khochinsky pozywa Polskę za straty moralne spowodowane oskarżeniami jakie skierował nasz rząd w jego stronę. Poszło o obraz Antoine Pesnego Dziewczyna z gołębiem, który został zrabowany podczas II Wojny Światowej przez Niemców z Muzeum Narodowego w Poznaniu, a dziś jest częścią kolekcji Khochinskiego. Polska chciała odzyskać swoją należność, więc wystąpiła o ekstradycję do rządu USA, jednak ta odmówiła wydania kolekcjonera, stwierdzając, że nie ma dowodów na to, by do 2010 roku mógł wiedzieć o tym, że obraz został skradziony.

Antoine Pesne, Dziewczyna z gołębiem, 1754 r.

W 2010 roku Alexander Khochinsky zgłosił się do polskiej ambasady w Moskwie by zaoferować wymianę: w zamian za obraz miały odzyskać ziemię należące przed II Wojną Światową do jego matki, która opuściła je uciekając przed nazistami. Dawna własność matki kolekcjonera znajduje się w Przemyślu i podobno stoi tam dzisiaj kościół. Do układu nie doszło, a na żądania zwrotu Khochinsky nie odpowiedział, stąd nieudana próba ekstradycji. Zastanawiam się teraz, czy sąd w Waszyngtonie faktycznie przyzna to odszkodowanie – w końcu mowa tutaj o państwie, które zasłynęło tym, że babka pozwała koncern McDonald’s za brak ostrzeżenia o tym, że kawa może być gorąca.

Zabytkowy budynek szkoły do rozbiórki

To był smutny tydzień dla kulturoholików ze Szkocji – otóż czym prędzej trzeba rozebrać znaczną część budynku School of Art z Glasgow. Dwa tygodnie temu pisałam, że obiekt w którym prowadzono remont po poprzednim pożarze, stanął w płomieniach i tym razem żywioł strawił jeszcze więcej. Władze uczeni oraz mieszkańcy Glasgow mieli nadzieję, że uda odratować się zabytkowy budynek, ale po wstępnych badaniach okazało się, że południowa fasada grozi zawaleniem i należy ją natychmiast rozebrać. Uczelnia jednak ociąga się z całą akcją, gdyż chce rozebrać jak najmniej i jak najdelikatniej, by móc potem odbudować swoją siedzibę, natomiast rada miasta nalega, by się pospieszyli, bo w każdej chwili może dojść do nieszczęścia. Mam więc nadzieję, że następnym newsem nie będzie informacja o zawaleniu się budynku School of Art do której doszło w trakcie, gdy jacyś amatorzy mocnych przeżyć przeczesywali zgliszcza pod osłoną nocy.

Zwierzak na wolności też może być zabawny, ale wiele zależy od umiejętności fotografa 😉 

Więcej empatii na Stockach

Małpka grająca na bębenku lub słodko ubrane lwiątko to sprawdzony przepis na reklamę, która chwyci za serca większość odbiorców. Takie obrazki wydają się nam taaakie słodkie, jednak z perspektywy dzikich zwierząt to nic przyjemnego. PETA przekonała największe komercyjne banki zdjęć do wycofania fotografii przedstawiających dziko żyjące zwierzęta w nienaturalnym dla nich środowisku. Oznacza to, że Shutterstock, Getty Images, Dreamstime, Alamy i Pond5 będą akceptować jedynie fotki z natury, bo w końcu doszli do tego, że zwierzaki nie są przedmiotami, które można dowolnie stylizować, a śmieszne zdjęcie nie musi być wykonane koniecznie w studiu z udziałem ubranek czy instrumentów.

Podoba mi się ta zmiana i mam nadzieję, że niedługo inne stocki pójdą w ich ślady. Wyszparowane tygrysiątko w czapeczce z pewnością ułatwia pracę wielu grafikom, ale umówmy się, że nie wszystko kręci się wokół świata reklamy. Przymus wybrania czegoś z takich naturalnych fotografii będzie może i wyzwaniem, ale mówimy przecież o branży kreatywnej, więc wierzę, że graficy sobie poradzą – gorzej z piekielnymi klientami o cebulowych wąsach, ale tacy też muszą się kiedyś zmienić, prawda?

Read more