ART #23, czyli Artefaktowy Raport Tygodnia. Okazuje się, że Van Gogh próbował dilować, a Warhola można kupić za Bitcoiny.

Biedny Vincent, na wiele sposobów próbował wyjść z tarapatów finansowych, ale mało kto by go posądzał o dilerkę, a tymczasem… No cóż, na świecie jest pełno ludzi potrafiących obracać pieniędzmi – część z nich zainwestowała w Bitcoiny, dzięki czemu mogą sobie kupić teraz krzesło elektryczne od Warhola. Reszta musi się pocieszyć doświadczaniem sztuki przez internety, na szczęście Google coraz bardziej to ułatwia, a Lacma pozwala nawet poczuć się jak kurator wielkiej wystawy.

Van Gogh próbował dilować

Okazuje się, że autor Gwieździstej Nocy sam chciał stać się gwiazdą handlu sztuką – niestety, z marnym skutkiem. Na początku roku 1887 artysta zakupił 660 sztuk japońskich grafik od Siegfrieda Binga, znanego kolekcjonera i mecenasa sztuki oraz propagatora twórczości rodem z kraju kwitnącej wiśni (a także przy okazji autora określenia Art Nouveau). Planował sprzedać je z zyskiem i uniezależnić się finansowo od swojego brata Theo. Za pojedynczą grafikę dał 15 centymów, co na ten czas było warte tyle, co aperitif w barze i miał nadzieję sprzedać je za 25 centymów za sztukę. Aby jakoś zachęcić nabywców artysta zorganizował wystawę na której zaprezentował swoją kolekcję, ale nie osiągnął zamierzonego efektu.
Ostatecznie rozdał te grafiki po rodzinie i znajomych, a Muzeum Van Gogha ostatnio postanowiło je zebrać, sfotografować i wydać album. W tym celu musieli się nagimnastykować, bo chociaż lwia część należąca niegdyś do Theo trafiła w końcu do wspomnianego Muzeum, to Van Gogh część z nich oddał swojej siostrze Wil, kilka trafiło do jego przyjaciela Emila Bernarda (i przy okazji odnalazło się przy okazji jednej z aukcji w grudniu zeszłego roku). 20 sztuk otrzymał jeszcze Dr Paul Gachet, którego możecie kojarzyć nawet z filmu Twój Vincent. Artysta przyjaźnił się z nim pod koniec życia.

Mundialowa sztuka współczesna w klimatach instastories

Jurgen Teller, czyli ten od krzywej okładki Vogue’a, ma właśnie nietypową wystawę w Moskwie. Niemiecki fotograf, który kilka miesięcy temu obraził Polaków estetyką swoich prac, prywatnie jest wielkim miłośnikiem piłki nożnej. Losy jego instalacji znajdującej się w Muzeum Sztuki Współczesnej Garage ściśle zależą od sukcesu niemieckiej reprezentacji. Ustawiono tam bowiem siedem ekranów – czyli dokładnie tyle, ile potrzebują rozegrać meczy Niemcy by wygrać Mundial. Jeden mecz przypada więc na jeden ekran na którym będzie transmitowany Jurgen z rodziną i przyjaciółmi oglądający rozgrywki ukochanej drużyny. Ukazane zostaną emocje towarzyszące im podczas kibicowania, a jak wiadomo, nie sposób ich zaplanować. Jeżeli drużyna Niemiec odpadnie wcześniej, to część ekranów zostanie niewykorzystana,  a przed widzami rozegra się pewnie niemały dramat przepełniony żalem i gorzkimi łzami. Natomiast w przypadku zdobycia pucharu w budynku wybuchnie gromka kakofonia na którą liczy Kate Fowle, kuratorka Muzeum.
Skoro powiedziałam, że wystawa trwa, to pewnie zastanawiacie się zatem co obecnie znajduje na tej wystawie. Otóż instalacja z wielkimi relacjami niczym instastories to nie wszystko – prezentowany jest również zbiór zdjęć Tellera z okresu 20 lat – wszystkie oczywiście związane z piłką nożną oraz Pepem Guardiolą, którego fotograf uwielbia.

Warhol za Bitcoiny

Jeżeli pod materacem trzymacie Biiiiitcoina i nie wydaliście wszystkiego na ciuchy, to macie szanse je sensownie zainwestować. Przynajmniej tak twierdzi Elesa Dadiani, właścicielka galerii Dadiani Fine Art, która chce sprzedać 49% udziałów w Małych Krzesłach Elektrycznych Warhola z 1980 roku. W  zeszłym roku jej Galeria jako pierwsza na świecie rozpoczęła sprzedaż w kryptowalutach: kilka miesięcy temu sprzedała kilka samochodów Formuły 1 za 4 mln funtów w litecoinach. Nabywca aut pragnął pozostać anonimowy, wiadomo jednak, że pochodzi z Chin. Prace Warhola wyceniane są na 730 Bitcoinów (ok. 5,6 miliona dolarów) i zostaną wystawione na sprzedaż już 20 czerwca przez Ethereum Blockchain.

Lacma zachęca do zabawy w kuratora

Muzeum Sztuki z Los Angeles wychodzi naprzeciw wszystkim tym, którzy przechadzając się po muzeum fantazjują jakby to było, gdyby to oni byli kuratorami takiej wystawy. Mnie tam się nie zdarzało, ale podobno jest sporo takich osób, bo Muzeum razem z firmą Hyundai stworzyło Collator platformę umożliwiającą stworzenie własnego, nawet 288 stronicowego katalogu. Collator – na razie w wersji BETA – korzysta z bazy Muzeum w której znajduje się tysiąc reprodukcji prac takich artystów jak Frida Kahlo, Hokusai czy Mary Cassatt. Już od 18,95 dolarów można stworzyć własną publikację, chociaż cena nie uwzględnia shippingu, podatków, cła i innych możliwych opłat na drodze Stany – Unia Europejska. To co? Ktoś chętny? 🙂

HBO startuje z prequelem Gry o Tron

Jak wiadomo jest tylko jeden bóg – nazywa się Śmierć. A co mówimy bogowi śmierci? Nie dzisiaj! A co powiemy na kontynuację seriali rodem z Westeros? Jak najszybciej! 😀 Stacja dostała właśnie zlecenie na pilot serialu, który ma być prequelem do Gry o Tron. Nie ma jeszcze oficjalnego tytułu, ale wiadomo, że przy serialu będzie pracował sam George R. R. Martin i Jane Goldman jako showrunnerka. Goldman była scenarzystką takich filmów jak Kingsman (obie części), Kick Ass czy Gwiezdny Pył, więc możemy być spokojni o akcję, która podobno będzie się rozgrywać tysiąc lat przed wydarzeniami, które już znamy. HBO zdradza, że możemy liczyć na poznanie wstrząsających sekretów z historii Westeros, pochodzenia Białych Wędrowców i tajemnic Wschodu. Nie zabraknie również rodu Starków i zaskakujących opowieści, bo podobno to nie będą dzieje, jakie wydaje nam się, że dobrze już znamy.

Only one thing is for sure: from the horrifying secrets of Westeros’ history to the true origin of the White Walkers, the mysteries of the East to the Starks of legend… It’s not the story we think we know.
The Guardian

Casey Bloys z HBO powiedział, że Gra o Tron może doczekać się „od zera do pięciu” spin-offów, ale zaznaczył również, że żaden z nich nie trafi na ekrany telewizorów i laptopów dopóki główna historia nie zostanie zakończona. Finałowy sezon pojawi się dopiero w 2019 roku, więc sobie jeszcze poczekamy.

Technologia ratuje zabytki Iraku od zapomnienia

Serce mi pęka za każdym razem, gdy widzę informację o tym, że kolejne bomby lub działania zbrojne niszczą bezcenne zabytki na Bliskim Wschodzie. Przecież to jedne z najstarszych świadectw ludzkiej cywilizacji! Taka Hatra na przykład – słynne starożytne miasto Mezopotamii dzielnie opierało się kolejnym wiekom, aż w 2014 wpadło w łapska ISIS, które urządziło sobie tam magazyn broni i obóz szkoleniowy. Szczęśliwie nie zostało zrównane z ziemią, ale mocno ucierpiało przez bandę terrorystów. Wcale przecież też nie jest powiedziane, że jakiś szaleniec nie postanowi pewnego dnia rozwalić np. ruin na Akropolu albo, że jakieś potężne trzęsienie ziemi nie zniszczy Machu Picchu. Nie przewidzisz kiedy najwspanialsze świadectwa naszej historii same do niej bezpowrotnie trafią, dlatego też Google wraz z nowojorską fundacją World Monuments Fund (WMF) postanowili działać.
Na razie zaczęli od Iraku i zebrania wszelkich materiałów umożliwiających ocalenie tamtejszych zabytków od zapomnienia. Projekt znalazł się już na platformie Google Arts & Culture i zawiera bogatą dokumentację filmową, zdjęciową, a także modele 3D oraz informacje o tych budynkach, które potrzebują ochrony i pilnego odnowienia. Nowoczesna technologia pozwala na dokładniejszą niż kiedykolwiek wcześniej dokumentację, która nie tylko ocali od zapomnienia mnóstwo zabytków, ale również udostępni je dla ludzi. Wycieczka VR do Mezopotamii? Ja się na to piszę!

Zmarł David Douglas Duncan

Jego zdjęcia pojawiały się na Artefaktowym Facebooku w cotygodniowym Arteface, gdyż był autorem zdjęć Pabla Picassa i Jacqueline Roque dokumentujących z lekką nutką intymności ich sielskie życie na południu Francji. Ale przyjaźń ze słynnym artystą to nie wszystko, bo David Douglas Duncan zasłynął przede wszystkim za sprawą zdjęć z żołnierzy walczących w Korei i Wietnamie. Jego dramatyczne wojenne fotografie są bardzo poruszające – zresztą o to mu chodziło. Duncanem mocno wstrząsnęły sytuacje, które przyszło mu uwieczniać przez co otwarcie sprzeciwiał się konfliktom zbrojnym. Mawiał, że aparat to broń, którą radził użyć młodym fotoreporterom do politycznej walki i ukazywania prawdy. David Douglas Duncan zmarł 7 czerwca w wieku 102 lat. 

Read more