ART #22, czyli Artefaktowy Raport Tygodnia. Więdną słoneczniki Van Gogha, mamy trop Fridy, a Rubens pozazdrościł Rembrandtowi!

Jest źle. Anna Jantar śpiewała, że nic nie może przecież wiecznie trwać, no ale nikt się nie spodziewał, że słynne słoneczniki Van Gogha zaczną więdnąć. Los bywa jednak przewrotny i chociaż bywa bezlitosny dla kulturoholików, to potrafi też rozbudzić ich nadzieje i wyobraźnie. Słuchajcie, w tym tygodniu pojawiły się tropy zaginionych obrazów Fridy i Caravaggia, a ponadto Rubens pozazdrościł Rembrandtowi i zrobił psikusa nowemu nabywcy. Chodźcie, bo mam dla was kilka zaskakujących newsów!

Vanitas vanitatum et Van Gogh

Można by rzec, że Słoneczniki Van Gogha powoli zaczynają więdnąć, a to dlatego, że żółta farba użyta do ich namalowania powoli brązowieje. Na razie zmiany nie są widoczne dla ludzkiego oka, ale z czasem słynne dzieła stracą na jaskrawości. Skąd więc wiadomo, że cokolwiek się dzieje?
Wszystko dzięki grupie naukowców z Belgii i Danii: to oni zbadali słonecznikowe obrazy i odkryli, że do ich stworzenia Van Gogh użył dwóch rodzajów żółtego barwnika – jeden z nich okazał się wrażliwy na światło przez co z czasem będzie tracił swój żywy kolor. Na razie nie wiadomo kiedy zmiany będą widoczne gołym okiem, bo wpływ na to ma wiele różnych czynników, ale wrażliwe obszary będą teraz bacznie obserwowane.
Nowoczesne metody, które zostały użyte przez naukowców, pozwalają dokładnie określić które to miejsca. Kawałek po kawałku wykonywano bowiem makroskopowe zdjęcia rentgenowskie, dzięki którym dokonano mapowania chemicznego umożliwiającego poznanie użytych substancji bez pobierania próbki z obrazu. Za sprawą tego badania wykazano również, że użyta w niektórych miejscach czerwona farba będzie blaknąć.

Grafika bez ustawionego tekstu alternatywnego: Car Iwan Groźny i jego syn Iwan 16 listopada 1581 roku
By Praca własna, Domena publiczna, Link

Iwan Groźny i jego syn oberwali prętem

Newsy o tym incydencie widziałam już pod koniec zeszłego tygodnia, ale celowo nie wrzuciłam jej do poprzedniego ARTa, bo byłam pewna, że z czasem poznam więcej szczegółów. Nie pomyliłam się.
Już mówię o co chodzi – otóż pewien pijaniutki Rosjanin wbił do Galerii Tretiakowskiej z metalowym prętem i pobił słynny obraz Ilji Riepina. Car Iwan Groźny i jego syn Iwan 16 listopada 1581 roku został poważnie uszkodzony, a rama obrazu została zniszczona przez opadające szkło za którym dotychczas znajdowało się dzieło. Na szczęście jednak twarze i dłonie postaci pozostały nietknięte. Początkowo winę za zaistniałą sytuację zrzucano na nadmiar promili zwiedzającego, ale z czasem zaczęto powoli przebąkiwać, że mogło chodzić o coś więcej.
Bo to nie pierwszy raz, gdy zaatakowano ten obraz. Musicie bowiem wiedzieć, że dzieło Riepina nie tylko zachwyca – dla niektórych stanowi wręcz obrazę, bo podobno nie ma dowodów na to, żeby Iwan Groźny zabił swojego syna, dlatego też w 2013 roku prawosławni aktywiści żądali usunięcia obrazu z ekspozycji, a sto lat wcześniej został uszkodzony przez narwanego staroobrzędowca z nożem. Atak z 1913 roku wywołał takie emocje w narodzie, że ówczesny kurator popełnił po wszystkim samobójstwo. Widzicie więc, że Iwan Groźny i jego syn to arcydzieło sztuki rosyjskiej o wielkim znaczeniu, a nie pierwszy lepszy obrazek. Określa się je nawet jako Mona Lisę rosyjskiej sztuki, ale moim zdaniem to i tak trochę za mało – w końcu Gioconda nie rozpala tak politycznych emocji, a praca Riepina owszem.
Na początku 37 letni napastnik Igor Podporin twierdził, że zamroczyły go wypite nieco wcześniej shoty wódki w muzealnej kafejce, ale kuratorka Tatiana Gorodkowa słyszała, jak tuż przed atakiem Podporin krzyczał, że car Iwan Groźny wcale nie zabił swojego syna, co jasno wskazuje prawdziwe zamiary atakującego. Władze muzeum twierdzą, że atakowi nie dało się zapobiec, bo wszystko wydarzyło się w zaledwie kilka sekund, ale najprawdopodobniej od teraz zakażą sprzedaży alkoholu we wspomnianej kafejce oraz umieszczą obraz za kuloodporną szybą. Czy brak możliwości chlapnięcia sobie wódki podczas obcowania ze sztuką coś faktycznie da? Raczej nie, skoro winne są temu emocje w narodzie, ale cóż. Przynajmniej pracownicy Galerii Tretiakowskiej mają poczucie, że cokolwiek zrobili, by uchronić cara Iwana Groźnego przed równie groźnymi pogromcami obrazów.

The Wounded Table.jpg
By Source (WP:NFCC#4), Fair use, Link

Artystyczne śledztwa w toku

Świat skrywa wiele tajemnic – również tych dotyczących miejsc w których znajdują się zaginione arcydzieła. O naszym Portrecie Młodzieńca niestety nadal nic nie wiadomo, ale pojawiły się nowe tropy w sprawie dwóch innych obrazów o które przepadły już dawno temu.
I tak na przykład możliwe, że w ciągu następnych pięciu lat będziemy mogli ponownie podziwiać Zraniony stół, czyli La Mesa Herida Fridy Kahlo. Ostatni raz największe dzieło (i to dosłownie, bo mierzy 1,2 na 2,4  metry) meksykańskiej artystki było widziane w 1955 roku na wystawie w warszawskiej Zachęcie, skąd następnie zamierzano przewieźć je do Moskwy. Gdzieś na trasie pomiędzy dwiema stolicami obraz rozpłynął się w powietrzu i nigdy nie dotarł do serca Rosji. Obecnie Raúl Cano Monroy, który m.in. organizował ostatnio wystawę Fridy i Diega Riviery w Meksyku, twierdzi iż natknął się na nowe poszlaki, które pozwolą mu ustalić gdzie znajduje się Zraniony stół. Na razie nie chce zdradzać więcej szczegółów, ale już samo zapewnienie wywołało szał – oby tylko faktycznie nie skończyło się na gadaniu!
Podobnie jak w przypadku zeznań byłego członka włoskiej mafii. Gaetano Grado twierdzi, że skradzione z oratorium San Lorenzo w Palermo w 1969 roku Narodzenie Pańskie Caravaggia może znajdować się w Szwajcarii. Jego słowa wystarczyły, by włoscy kulturoholicy uwierzyli, że barokowe arcydzieło ostatecznie nie zgniło gdzieś zapomniane po tym jak aresztowano bossa mafii dla którego go ukradziono. A mowa tutaj o prawdziwym szefie wszystkich szefów, czyli  Gaetano Badalamentim związanym z Pizza Connection, czyli siecią za pomocą której on i jemu podobni przemycali narkotyki na terenie Stanów Zjednoczonych. Nazwa tej sieci wzięła się stąd, że większość oskarżonych sycylijskich handlarzy narkotyków miała własne pizzerie w których prano brudne pieniądze lub spotykano się w sprawie ciemnych interesów. I kto wie – może w którejś z takich pizzerii doszło do przekazania Narodzenia Pańskiego?
Tak czy siak Grado, czyli informator policji, twierdzi, że Don Tano Badalamenti został skontaktowany przez innego bossa z jakimś handlarzem dziełami sztuki ze Szwajcarii i tam może znajdować się teraz skradzione dzieło. Policja twierdzi, że oprócz zeznań Grado nazbierała dostatecznie dużo dowodów by uruchomić śledztwo i zaagnażować do niego również funkcjonariuszy z innych państw, głównie oczywiście ze Szwajcarii. Czy Narodzenie Pańskie wróci do Palermo? Miejmy nadzieję. Miejscowi mają żal do mafii, że tak wyniszczyła ich małą ojczyznę i uważają, że dzisiaj arcydzieło byłoby u nich bezpieczne.

 

Design w (Pod)punkt!

Ogłoszono tegorocznych laureatów ED Awards, czyli European Design Awards, które przyznawane są w 35 kategoriach związanych z projektowaniem oraz identyfikacją wizualną. O nagrodach decyduje jury w którym zasiadają wyłącznie krytycy oraz dziennikarze zajmujący się na co dzień ocenianiem oraz pisaniem o designie, a nie ludzie zawodowo zajmujący się projektowaniem. W tym szacownym gronie znajdują się osoby z najbardziej szanowanych europejskich magazynów o wzornictwie. Podczas tegorocznej edycji Polacy zgarnęli 3 złote nagrody, 3 srebrne oraz 2 brązowe!
Złote projekty należą do studia graficznego Podpunkt za opakowanie dla Hagi Baby Cosmetics (wyróżnienie 13.3 packaging health & beauty), KUKI za plakat Kino #79 (wyróżnienie 12.1 poster single) oraz wydawnictwo 3group za okładkę książki Lady in the mirror. Female art strategies in the 1970s. (wyróżnienie 11.2 book cover single).
To samo wydawnictwo zostało nagrodzone srebrem za serię albumów wydanych z okazji stulecia polskiej awangardy (wyróżnienie 11.3 artistic catalogue). Srebro zgarnęła również KUKI za plakat w tej samej kategorii a także identyfikacja wizualna 57. Krakowskiego Festiwalu Filmowego autorstwa Kuby Sowińskiego i Jakuba de Barbaro, która została oparta na amatorskich ilustracjach przedstawiających ludzi ze świata kina stworzonych przez przyjaciół Krakowskiej Fundacji Filmowej.
Wydawnictwo 3group zgarnęło również brąz za serię okładek do wspomnianych wyżej albumów (wyróżnienie 11.7 book cover series). Wśród laureatów ostatniej nagrody jest również wymienione studio graficzne Podpunkt za identyfikację wizualną Centre de Musique Baroque de Versailles.
Gratuluję wszystkim wyróżnionym i pękam z dumy za taką mocną reprezentację na ED Awards! 🙂

 

Rubens pozazdrościł Rembrandtowi

Dwa tygodnie temu informowałam o tym jak jeden z kolekcjonerów sztuki kupił za stosunkowo niewielką kwotę obraz przypisywany naśladowcy Rembrandta, ale po poddaniu obrazu badaniom okazało się, że to jednak oryginalne dzieło wielkiego artysty. Dzisiaj mam dla Was podobną historię, ale tym razem w roli głównej mamy Rubensa.
Portret córki artysty trafił do Metropolitan Museum of Art w 1960 roku jako dar i tam uznano, że autorem jest jakiś bliżej niezidentyfikowany naśladowca Rubensa. W 2013 roku został wystawiony na aukcję, gdzie za 457 tysięcy funtów zakupił go brytyjski kolekcjoner, który oddał nowy zakup do konserwacji. Tam okazało się, że portret posiada elementy charakterystyczne dla warsztatu mistrza, a dalsze badania, w tym analiza drewna wykazała, że portret powstał między 1612 a 1623 rokiem. Nie wiem do końca dlaczego nigdy nie wykonano takich badań w Metropolitan, ale cóż – ich strata. Teraz portret trafi na kolejną aukcję i przyniesie pewnie nie mały zysk szczęśliwemu nabywcy.

Read more