ART #03, czyli Artefaktowy Raport Tygodnia

Niby minęło tylko siedem dni, a tymczasem zaprezentowano nieznany dotąd szkic Van Gogha, Rosja zatrzęsła światem brandingu, a nasi rodacy tyle razy zostali docenieni za granicą, że mogłabym nieskromnie stwierdzić, że ten ART można byłoby serwować jako antydepresant po każdym wydaniu dowolnego programu informacyjnego, gdyby nie to, że w trzecim tygodniu stycznia muzyka wiele straciła. No, i telewizyjna Dwójka również. 

To widać, słychać i czuć – czyli Polacy za granicą!

  1. International Classical Music Awards to nie byle jakie nagrody – w jury zasiadają bowiem osoby związane z szanowanymi mediami zajmującymi się muzyką klasyczną i współczesną. W tym roku to cenione grono postanowiło nagrodzić naszych rodaków w dwóch kategoriach, a także przyznało kilka wyróżnień!
    Krystian Zimerman otrzymał statuetkę w kategorii Instrument Solowy za płytę ‚Franz Schubert: Piano Sonatas D 959 & D 960” i zatrzymajmy się tutaj na chwilę, bo historia tego krążka jest bardzo ciekawa. Po pierwsze jest to pierwszy solowy album pianisty od ponad 25 lat!
    Po drugie, jak sama nazwa wskazuje, zawiera interpretacje sonat Schuberta do których Zimerman skonstruował specjalną klawiaturę, by móc lepiej oddać niuanse kompozycji austriackiego kompozytora.
    I w końcu – po trzecie – nasz rodak nagrał sonaty w japońskim Kashiwazaki City Performing Arts Centre na specjalne zaproszenie tamtejszego burmistrza. Czym sobie na to zasłużył? Otóż występował tam charytatywnie w 2007 roku i dochód z jego recitalu wspomógł poszkodowanych w wyniku pamiętnego trzęsienia ziemi. W podzięce włodarz Kashiwazaki zapowiedział, że jakby co – to może czuć się zaproszony na nagania do ich sali koncertowej. Świetna historia, prawda? 🙂
    OK, ale rozgadałam się o jednym zwycięzcy, a tymczasem nasi rodacy zgarnęli jeszcze statuetkę w kategorii Muzyka Chóralna: mowa tutaj o pierwszym nagraniu płytowym oratorium „Quo Vadis” Feliksa Nowowiejskiego! Wykonane przez Orkiestrę Filharmonii Poznańskiej oraz Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej wraz z  Wiolettą Chodowicz, Robertem Gierlachem i Wojtkiem Gierlachem oratorium zostało nagrane w 70. rocznicę śmierci kompozytora.
    Ponadto wyróżniono Szymona Nehringa – naszego genialnego pianistę (i zaginionego brata Andrzeja Tucholskiego! Nie uważacie, że są do siebie strasznie podobni? 😀 ) oraz Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach i Centrum Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach.
    Wszyscy zwycięzcy odbiorą swoje nagrody dopiero w kwietniu – rozdanie statuetek ICMA nastąpi w katowickiej siedzibie wyróżnionej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia.
  2. Nie wiem jak Wy, ale ja jak widzę polskie nazwisko na liście nagrodzonych w jakimś konkursie, to zawsze czuje zastrzyk takiej miniradości porównywalnej z ułożeniem co najmniej kilku pełnych linijek w Tetrisie. Nazwijcie mnie dziwaczką, ale mnie naprawdę cieszą sukcesy rodaków. 😉
    Przeglądając więc galerię tegorocznych Hasselblad Masters moje serce radowało się aż dwukrotnie! Okazuje się, że do szacownego grona wyróżnionych przez markę Hasselblad fotografów dołączył Marcin Giżycki (doceniony w kategorii fotografia produktowa) oraz Michał Baran (autor najlepszego zdjęcia z kategorii Beauty & Fashion).
    Nasze gromkie brawa i gratulacje należą się chłopakom tym bardziej, że tegoroczna edycja zgromadziła rekordową liczbe zgłoszeń (ponad 30 tysięcy!), więc konkurencja była zacięta.
    Hasselblad Masters to konkurs organizowany co dwa lata przez szwedzkiego producenta aparatów fotograficznych – i to nie byle jakich, bo nie wiem czy wiecie, ale pierwsze zdjęcia na księżycu zostały wykonane właśnie aparatem z logiem Hasselblada! Ta firma jest poniekąd synonimem profesjonalizmu. Ponoć syn założyciela zmontował własny aparat na zlecenie szwedzkiego rządu w czasie II Wojny Światowej, a potrzebne do tego doświadczenie zyskał po latach podróży po świecie i dorabianiu w tym czasie w różnych firmach zajmujących się fotografią. Zgłaszający się fotografowie, chcący dołączyć do grona mistrzów Hasselblada, muszą pochwalić się trzema fotografiami, więc zachęcam Was do obejrzenia całej galerii zwycięzców, bo to prawdziwa uczta dla oczu (fotograficznie, bo jeśli chodzi o zaprezentowanie zdjęć na stronie internetowej, to mam kilka zarzutów. Hasselblad – musicie popracować nad witryną!  😉 )
  3. Jedna ze zwycięskich fotografii Michała Barana

  4. I kolejna znacząca międzynarodowa wystawa trafiła w ręce naszych rodaków! Warszawska galeria Stereo została wyróżniona International Gallery Prize przyznawaną najlepszym tego typu instytucjom spoza USA przez New Art Dealers Alliance. NADA to organizacja, której zależy na promowaniu wyróżniających się galerii i tworzeniu tym samym wspierającej się społeczności.Razem z galerią Stereo nagrodzono również meksykańską Parallel Oaxaca i teraz obie placówki będą mogły zaprezentować się i „swoich” artystów na prestiżowych Targach NADA w Nowym Jorku. Mają do dyspozycji specjalne, sponsorowane stoiska. Podobno Galeria Stereo pokaże prace Jakuba Czyszczonia i Noi Glazer, którzy w zeszłym roku mieli już wspólną wystawę w salach tejże galerii.
  5. Nad Wisłą też się sporo dzieje: mamy szumy, Decybele Designu, piękne sny w Biedronce i dobrą zmianę.

  6. Jak wspominają Decybele Designu: zapowiadana od lat 80. śmierć okładek albumów muzycznych wciąż nie nadeszła i powiem więcej – prędko nie przywlecze swojej kosy nad polski rynek muzyczny, bo to co się na nim wyprawia przegoniło kostuchę i wszelkich malkontentów na dobre. Wystarczy przejrzeć galerię którejkolwiek z edycji Cover awArts, by przekonać się, że jest na czym zawiesić oko!
    W tym tygodniu ujawniono tegorocznych zwycięzców i pierwsze miejsce Cover awArts należy do „Szprycera” Taco Hemingwaya, do którego nastrojowe fotografie powstawały skoro świt (za co już autorce, czyli Soni Szóstak należy się jakaś nagroda, bo mnie nad ranem nic nie wygoniłoby z łóżka!), a malownicza oprawa jest wynikiem pracy trzech artystów (Piotra Dudka, Łukasza Partyki oraz Mateusza Machalskiego). Efekt jest cudowny, ale moje serce zostało w całości skradzione przez Super Super Studio, Hatti Vatti i SZUM!(Suchar alert)

    Zaczęłabym się tutaj rozpływać nad tym, jaki to nieszablonowy pomysł, gdyby nie to, że cały dowcip polega na szablonie. <3

    (Ostrzegałam!)

    Ja generalnie uwielbiam takie akcje, że coś na pierwszy rzut oka wydaje się kompletnie od czapy i dopiero po odkryciu jakiegoś istotnego elementu można z uznaniem westchnąć „aaaahaa…”. Tak jest i tutaj: okładka wygląda jakby zaprojektował ją biegający po klawiaturze kot i dopiero po nałożeniu dołączonego szablonu pojawia nam się tytuł i wykonawca. No, chyba, że najpierw zapadnie zmrok – wtedy informacja sama się ukaże. Nic więc dziwnego, że album Hatti Vatti SZUM został nagrodzony w kategorii najlepsza oprawa graficzna. Ja jestem oczarowana!

  7. Jeżeli macie dzieci, to planując zakupy weźcie pod uwagę wycieczkę do Bierdonki – w wybranych sklepach do końca stycznia można bowiem nabyć produkty zaprojektowane przez studentów ASP im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. W całkiem niezłej cenie można nabyć dziecięce piżamy, komplety pościeli czy koce lub prześcieradła – ofertę znajdziecie w gazetce pt. „W krainie pięknych snów” – tylko uwaga – produkty, stworzone we współpracy z łódzką uczelnią są wymieszane na niej z towarami innych firm, więc zwróćcie uwagę na podpisy!
    Dziecięce akcesoria do sypialni to już piąty rodzaj artykułów, które mieli szansę zaprojektować dla Biedronki studenci Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. We wcześniejszych edycjach przygotowywali m.in. wieczorne kreacje, czy T-shirty oraz bluzki. Sama z doświadczenia wiem, że tego typu projekty w trakcie nauki są bardzo cenne dla młodych projektantów, bo dzięki temu mogą zetknąć się z prawdziwym biznesem i wynieść z tego dla siebie cenne lekcje, zaś zyskiem firmy jest, wiadomo – możliwość uatrakcyjnienia oferty. Klasyczna sytuacja win-win!
  8. OK, jak dotąd cały przegląd tygodnia brzmi jak lekka, łatwa i przyjemna wieczorynka dla dzieciaczków. Nie myślcie jednak, że w ostatnich dniach brakowało dramatów, bo na przykład w taki poniedziałek, gdy wybiła 18.55, telewizyjna Dwójka nie wyemitowała teleturnieju Jeden z Dziesięciu. We wtorek to samo. Środa? Dalej nic. Czwartek? Cisza.
    Sytuacja dalej się utrzymuje, więc jeżeli lubiliście obejrzeć sobie czasem ten teleturniej, to mam dla Was złą wiadomość: nie macie co włączać Dwójki. Bo w ten posępny poniedziałek, gdy na Dwójce nie było kolejnego odcinka Jeden z Dziesięciu, gdzieś tam w Lublinie, Tadeusz Sznuk spokojnie i z typową dla siebie elegancją rozpoczynał kolejny odcinek teleturnieju.Na Jedynce.Okazało się, że TVP zadecydowało o przeniesieniu programu z Dwójki na Jedynkę, tak by można było co wieczór oglądać zmagania mózgowych śmiałków w Jeden z Dziesięciu, a następnie Koronę Królów oraz Wiadomości. I to wszystko bez konieczności zmiany kanału! #XXIwiek

    W końcu jakaś dobra zmiana, nieprawdaż?

    A tak serio: podejrzewam, że większość stałych telewidzów nie była zaskoczona: informację o zmianie kanału ogłosiła dzień wcześniej Danuta Holecka w Wiadomościach, a zresztą prezes TVP Jacek Kurski twierdzi, że podobno nastąpiło to po licznych prośbach ze strony widzów. 😉

    Nie wiem jak Wy, ale wcześniej ja sama nie dałabym sobie odciąć ręki o to na którym kanale emitowany jest ten teleturniej. Niemniej sympatia do prowadzącego spowodowała, że koniecznie chciałam o tym wspomnieć. Zwłaszcza, że Tadeusz Sznuk pochodzi z Kielc, więc sami rozumiecie: lokalny patriotyzm zwyciężył!

  9. Świat też nie próżnuje: nieznany szkic Van Gogha, nowy branding Rosji i zabawna funkcja apki Google

  10. Holendrzy to mają dobrze. I oczywiście ci, którzy akurat mogą sobie pozwolić na zwiedzanie muzeum Singer Laren, bo mogą sobie obejrzeć schowane dotąd przed wzrokiem miłośników sztuki prace Vincenta van Gogha oraz XVII-wiecznego malarza Goverta Flincka, ucznia samego Rembrandta. To nie lada gratka, bo prace nie były udostępniane przez ponad 100 lat, a jeden ze szkiców Vincenta w ogóle nie był do tej pory szerzej pokazywany – leżał sobie w prywatnej kolekcji i jego właścicielowi nie spieszyło się z chwaleniem się swoim skarbem. Co się zaś tyczy dzieł Goverta Flincka – ponoć wisiały dotąd w salonie swojego właściciela.
    Ciekawe ile jeszcze takich prac cieszy oczy wyłącznie możnych tego świata. 😉
    Jednak w cieniu ostatnich rewelacji (patrz: ART 2 i wystawa Modiglianiego), każdy z Was zapewne patrzy na tą rewelację z pewnym dystansem. Nic dziwnego – podobno jednak ten nie publikowany dotąd szkic w 2013 roku przechodził skomplikowany proces weryfikacji, który ostatecznie potwierdził jego oryginalność. Właściciel jednak do teraz nie zdecydował się na wystawienie dzieła.

    Szkic Van Gogha po raz pierwszy zaprezentowany szerszej publiczności, fot. Van Vlissingen Art Foundation

    Zanim trafił do prywatnej kolekcji, najprawdopodobniej należał do Johanny Van Gogh-Bonger, czyli żony brata Vincenta, Theo. Szkic nazwany The Hill of Montmartre with Quarries („Wzgórze Montmartre z kamieniołomami” lub jakoś tak) datuje się na 1886, czyli okres w którym Vincent poszukiwał jeszcze swojego stylu.
    (Koniecznie obejrzyjcie sobie zdjęcia ze źródła: zachwyt znawców tematu idealnie ukazuje mężczyzna w niebieskim garniturze – szczerze mówiąc nieco mnie rozczulił. 😀 )

  11. Rosja zaprezentowała swoje nowe logo wyłonione w drodze konkursu. Wybrany projekt narobił zamieszania w brandinowym świecie i o dziwo, nie dlatego, że znak woła o pomstę do nieba, jak to zwykle bywa przy okazji tego typu przedsięwzięć, ale dlatego, że jest po prostu śmiały, oryginalny i… kontrowersyjny.


    Pięciu projektantów: Vladimir Lifanov z agencji brandingowej Suprematika, Ilya Lazuchenkov i Yegor Mysnik również z agencji brandingowej Plenum oraz Denis Schlesberg z agencji Artonika i Erken Kagarov z Art Lebedev Studio stworzyli projekt, który wpuścił nieco świeżego powietrza do projektowania. Swoją propozycję oparli na inspiracji konstruktywizmem, czyli kierunkiem w sztuce współczesnej, który wywarł przeogromny wpływ na calutki świat, a swój początek wziął właśnie z Rosji. Nic dziwnego więc, że projektanci postanowili uczynić z niego podstawę do promocji kraju za granicą, chociaż znakomita większość ludzi na hasło „sztuka współczesna” krzywi się i zaczyna pukać w czoło, to nawet ci najbardziej wykrzywieni i bijący się po głowie przerywają swój pokaz by z uznaniem przyjrzeć się propozycji wykorzystania logo do promocji Rosji.

    Wyjaśnienie logo (idąc od lewej): Krym, Europejska część Rosji, góry Uralu, Syberia, Czukotka, Kamczatka, „Transsib” – wnioskuję, że chodzi o trasę słynnej Kolei Transsyberyjskiej, Daleki Wschód i Sachalin , Bajkał oraz Kaukaz. 

    Należy jednak wspomnieć o kontrowersjach jakie wywołał znak: a chodzi o malutki kwadracik (na białym tle!) symbolizujący Krym. I chociaż niektórzy tłumaczą, że jest to Związek Kaliningradzki, to prezentacja samych twórców nie pozostawia cienia wątpliwości: ewidentnie chodzi o Krym.

    Także podsumowując: Rosja zleciła wykonanie logo mające ocieplić jej wizerunek, zachęcić turystów i ukazać kulturowe bogactwo, po czym wybrała projekt z wyraźnie zaznaczonym Półwyspem Krymskim, który niedawno został do niej wcielony, czego nie uznaje większość krajów ONZ. Grafika: na piątkę, marketing: pała.

  12. Gdy w zeszłym tygodniu moją tablicę na fejsie zalały artykuły pełne porównań selfiaków do znanych obrazów od razu zaczęłam szukać która to apka oferuje taką zabawę. Szybko okazało się, że to nowa opcja w dobrze znanej mi Google Arts & Culture i gdy już kończyłam aktualizację, ciesząc się, że lada moment podrzucę Wam prawdziwą bombę, to okazało się, że opcja jest dostępna na razie wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Podobno ma trafić również nad Wisłę, ale na razie nie udało mi się ustalić konkretów.To co natomiast wiem, tyczy się działania samej aplikacji: posiada bazę 70.000 obrazów powstałej we współpracy z 1.200 muzeami i galeriami z 70 krajów, z której typuje te najbardziej przypominające twoje zdjęcie (zwróćcie uwagę na procenty w lewym górnym rogu). Porównywarką można się trochę pobawić, bo w zależności od oświetlenia, kolorystyki czy miny proponuje inne portrety. Niestety nie ma możliwości wgrania swojego najlepszego selfie – no chyba, że nakierujecie kamerę na wyświetlone na innym nośniku zdjęcie – apka bowiem korzysta z aparatu telefonu, mając w poważaniu galerię.
  13. Muzyka wiele straciła

  14. Pomimo wielu pozytywnych zdarzeń, mijający tydzień zebrał też swoje ponure żniwo.
    W poniedziałek zmarła Dolores O’Riordan, wokalistka The Cranberries. Jej niespodziewana śmierć to prawdziwy cios dla fanów, jednak śledczy wykluczyli w tym przypadku wszelkie podejrzane działania osób trzecich. I chociaż w zeszłym roku zespół odwołał część koncertów, tłumacząc to złym stanem zdrowia Dolores, to jednak nikt nie przypuszczał, że sytuacja jest tak poważna. Zwłaszcza, że wokalistka przebywała w Londynie, bo miała wziąć udział w nagraniach nowej wersji hitu „Zombie” z zespołem Bad Wolves.
  15. To nie koniec. Tego samego dnia, po długiej walce z chłoniakiem, odszedł Mikołaj Jaskółka, czyli DJ MBrother. Wiadomość była druzgocąca dla wielu osób, bo DJ był w stałym kontakcie z fanami, którzy zaangażowali się w zbiórkę pieniędzy na jego leczenie. Niestety, to co jeszcze niedawno lekarze diagnozowali jako grypę lub alergię, zabrało ze sobą autora hitu „Trebles”.
Read more