ART #02, czyli Artefaktowy Raport Tygodnia

Świat jest dziwny, okrutny i rządzą nim skandale – niektóre wyłącznie na pokaz – ale z grubsza uważam, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. W Polsce doceniamy miejsca, którym od dawna się to należy, a ponadto zaczynamy dbać również o przestrzeń publiczną, a za granicą zatrudniają psy w muzeach, więc generalnie kolejny tydzień 2018 roku upłynął całkiem nieźle. 

Tydzień skandali

  1. To potwierdzone! Zakończone właśnie kilkumiesięczne badania wykazały, że aż 20 z 21 obrazów Amedeo Modiglianiego prezentowanych na zeszłorocznej wystawie w Genui okazało się fałszywkami. Co ciekawe, wystawione obrazy nie były wypożyczone jedynie z prywatnych kolekcji, ale również z szanowanych muzeów takich jak paryskie Musée Picasso czy Musée de l’Orangerie, więc cała sytuacja wydaje się być równie poważna, co po prostu… żenująca.
    Aby lepiej zrozumieć skalę problemu, wyobraźcie sobie, że do dziś zachowało się około 350 dzieł Modiglianiego, podczas gdy po świecie krąży spokojnie koło 1000 podróbek, które zaczęły pojawiać się krótko po śmierci samego artysty! Nic więc dziwnego, że Amedeo Modigliani znajduje się w ścisłej czołówce najczęściej podrabianych artystów na świecie. Problem w tym, że teraz podziwiając jego dzieła w muzeum, nie można być do końca pewnym, czy patrzy się na obraz, który wyszedł spod ręki mistrza, czy może oszusta.
  2. A miało być tak pięknie czyli sfałszowane portrety w reklamie wystawy w Genui

  3. Jest ciąg dalszy sprawy licytacji „Tańca wśród mieczy” Siemiradzkiego! Niestety, niezbyt optymistyczny jak na razie.
    Fani Artefaktów z pewnością pamiętają, że pod koniec listopada Sotheby’s , czyli jeden z londyńskich domów aukcyjnych, wystawił na sprzedaż obraz Henryka Siemiradzkiego. „Taniec wśród mieczy” był dotąd uznawany za zaginiony, jednak okazało się, że cały ten czas znajdował się w posiadaniu rodziny pewnego niemieckiego kolekcjonera sztuki, którzy weszli w jego posiadanie około 1960 roku. Podobno legalnie.Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów nie jest jednak o tym przekonany i złożył zawiadomienie do warszawskiej prokuratury. Toczące się postępowanie, a także naciski na dom aukcyjny ze strony internautów i MKiDN spowodowały, że aukcja obrazu została ostatecznie wycofana, jednakże Sotheby’s utrzymuje, że nie zgadza się z polskimi roszczeniami.Podobnie jak i niemiecki kolekcjoner, który twierdzi, że jego rodzina całkowicie legalnie weszła w posiadanie dzieła, a następnie zgodnie z prawem wywiozła je z Polski. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, ponieważ udało się ustalić, że gdy „Taniec wśród mieczy” był wystawiany w 1939 roku w Zachęcie, należał wówczas do Anny Szretter. Po wybuchu II Wojny Światowej został przewieziony przez Niemców do budynku Muzeum Narodowego w Warszawie w którym to urządzili sobie tam magazyn na zrabowane dzieła, jednakże już 18 listopada 1939 roku obraz odebrała sama właścicielka – i to za zgodą niemieckich władz. Od tego czasu znajdował się w polskich rękach, a potwierdzeniem tego faktu może być wpis do rejestru zabytków ruchomych z 1953 roku, który po pierwsze nie pozwala na wywóz obrazu z Polski, a po drugie: nie informuje o żadnej zmianie właściciela.Na razie jednak dom aukcyjny Sotheby’s zwrócił „Taniec wśród mieczy” do niemieckiego właściciela.
  4. Słyszeliście kiedykolwiek o tym, że zdemolowano jakiś sklep ze stajni Inditexu na wieść o tym, że wykorzystują małych uchodźców do pracy w fabrykach? Ja też nie.

  5. W tym tygodniu przez internety przetoczyła się też całkiem gwałtowna gównoburza dotycząca rasizmu i mody dziecięcej. Chodzi o H&M i jego nową kolekcję ubrań dla dzieci. Otóż na jednej z bluzek widniał napis „Coolest monkey in the jungle” („Najfajniejsza małpka w dżungli”), który normalnie nie wzbudziłby żadnych kontrowersji, gdyby nie to, że na stronie internetowej został zaprezentowany na ciemnoskórym chłopcu. A pozostałe bluzki, bez rasistowskiego podtekstu, już nie.
    I wiecie co? Ok, nie wygląda to najlepiej, ale uważam, że shitstorm o takiej skali jaki się po tym wszystkim rozpętał na portalach społecznościowych i informacyjnych jest trochę idiotyczny, biorąc pod uwagę wszystkie raporty dotyczące warunków w jakich te ciuchy powstają. Wykorzystywanie dzieci (w tym również uchodźców), czy wołające o pomstę do nieba warunki pracy oraz śmiesznie niskie wynagrodzenia, to codzienność tysięcy ludzi. To poważny problem na który ciężko znaleźć sensowne rozwiązanie, stąd raczej nie ma się co spodziewać szarży internetowych bojowników w tym temacie. Są zajęci komponowaniem oburzonych tekstów na bardziej wizerunkowe kwestie.

 Zmiany, powroty i udane zakupy

  1. Co się stanie, gdy oddamy miejskie szyldy i witryny grafikom z prawdziwego zdarzenia? Okazuje się, że same dobre rzeczy: ulice pięknieją, zadowolenie przedsiębiorców rośnie, mieszkańcy okolicznych budynków zaczynają się do siebie uśmiechać, a blogerki z Kielc zaczynają się zastanawiać, czy nie mają jakiś kluczy, co by je można dorobić. Koniecznie w Warszawie. :DW ramach czwartej edycji re:design stowarzyszenie Traffic Design stworzyło 12 nowym szyldów dla rzemieślników z Pragi Północ. Pod ich ołówki trafił m.in. wspomniany już ślusarz, fryzjer czy zegarmistrz i warto podkreślić, że kreacje nie wzięły się znikąd, ani nie są efektem widzi-mi-się projektantów oderwanych od rzeczywistości rodem z internetowych memów. Na przykład szyld fryzjera jest wielkim ukłonem w stronę historii stołecznych szyldów, gdyż westernowa stylistyka była niegdyś tutaj szalenie popularna. Zresztą, co ja będę tutaj pisać, obejrzycie sami!
  2. Nie wiem jak Was, ale mnie cała sytuacja z Siemiradzkim mocno zdołowała. Na szczęście, są i pozytywne historie odzyskiwania zaginionych arcydzieł!
    I tak na przykład w poniedziałek w galerii Muzeum Narodowego w krakowskich Sukiennicach zaprezentowano odzyskaną „Zimę w małym miasteczku” Maksymiliana Gierymskiego, która trafi tutaj na stałe za kilka miesięcy, gdy zostanie godnie odnowiona.Ostatnim znanym miejscem pobytu obrazu był budynek AGH w Krakowie, gdzie w czasie okupacji mieściła się siedziba rządu Generalnego Gubernatorstwa. Gdy w 1945 roku Niemcy się wycofywali, podpalili budynek i wiele wskazywało na to, że „Zima w małym miasteczku” przepadła bezpowrotnie w płomieniach. Krakowska policja trafiła jednak na trop obrazu, który ostatecznie znaleźli w jednej z galerii handlowych! 😀
  3. Również w poniedziałek Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pochwaliło się swoim nowym zakupem – i to jakim! Otóż Dom Hansenów w Szuminie, który od kilku lat można było zwiedzać w wybrane dni, stanie się teraz oddziałem Muzeum.
    Czym się zatem jarać, skoro i tak Dom był pod opieką Muzeum? Już wyjaśniam! Głównie tym, że zostaną na jego terenie przeprowadzone prace konserwatorskie i inwetaryzacyjne, a także docelowo będzie dostępniejszy dla zwiedzających. To naprawdę wspaniała wiadomość, bo to jeden z nielicznych budynków zrealizowanych zgodnie z wizją Oskara i Zofii Hansenów, a także jedyny polski budynek wpisany na prestiżową listę Iconic Houses Network do której należą domy zaprojektowane przez najwybitniejszych architektów.Dom w Szuminie jest manifestem Formy Otwartej – teorii stworzonej przez małżeństwo, głoszącej iż architektura powinna stanowić tło dla życia jej użytkowników, którzy powinni móc decydować o jej wyglądzie, a także dowolnie ją dopasowywać pod swoje potrzeby. Takie podejście do sprawy zmieniało klasyczny układ i hierarchię architekt – użytkownik, stawiając na współtworzenie architektury przez obie strony.

And the last but not least…

Nie mogę nie wspomnieć o Paszportach Polityki, gdyż są to naprawdę istotne wyróżnienia przyznawane osobom, które wywierają wpływ na naszą polską kulturę. A tym bardziej, że wśród tegorocznych nagrodzonych znalazł się Marcin Wicha, którego przytoczone fragmenty książek cieszyły się ogromną popularnością na Artefaktach! 🙂 I chociaż wiele osób kompletnie nie rozumie jego fenomenu, zarzucając np. że w „Jak przestałem kochać design” nie dowiadujemy się jak w końcu autor przestał go kochać, a zamiast tego przeprawiamy się przez ciąg jego przemyśleń na temat wzornictwa i relacji z ojcem, to mnie ta książka dała wiele do myślenia. O pozostałych sześciu nagrodzonych dowiecie się więcej tutaj.

Ponadto warto obczaić:

  1. Jeden z najdziwniejszych artykułów jakie ostatnio miałam okazję przeczytać: o cennych rękopisach z Muzeum, które zniknęły i nikt ich nie szuka.
  2. Muzeum w Bostonie zatrudniło psa. I bardzo dobrze! 😀