Kamila Bannach – jej zniewalające zdjęcia sprawiły, że zupełnie odpłynęłam, dlatego zdecydowałam się zadać jej kilka pytań.

Mogłoby się wydawać, że w czasach gdy w telefonach mamy coraz lepsze aparaty, zrobienie ładnego zdjęcia to żadna filozofia. No i w sumie racja – wystarczy wejść na Instagram żeby zobaczyć mnóstwo całkiem niezłych fotek. Ale wiecie co? Uważam jednak, że to co odróżnia prawdziwego fotografa od zwykłego, cywilnego pstrykacza to pewna umiejętność przekazania za pomocą zdjęć historii oraz szczególnego ładunku emocji. I właśnie tym prace Kamili Bannach mnie urzekły – pewnego wieczora zaczęłam je przeglądać i nawet nie zorientowałam się kiedy odpłynęłam. Kompletnie wsiąkłam w jej świat, a teraz kolej na Was!

Już od dawna nosiłam się z zamiarem cyklu w którym mogłabym zapraszać artystów na swojego bloga, zadawać im kilka pytań i prezentować ich dzieła, ale długo nie mogłam się zebrać by do kogokolwiek zagadać. Nie wiedziałam jak się do tego zabrać, a wrodzona nieśmiałość nie ułatwiała sprawy, ale chyba po prostu musiałam natknąć się na Kamilę Bannach i jej fotografie. 😉 Od razu poczułam, że to jest TO i bez namysłu napisałam do niej wiadomość – sama zresztą może Wam zaświadczyć, że NAJPIERW napisałam do niej z prośbą wystąpienie na Artefaktach, a dopiero POTEM zaczęłam planować co i jak. 😀

No i wymyśliłam. Przed Wami przepiękna uczta dla ducha w postaci fragmentu portfolio Kamili oraz sześć luźnych pytań do niej, a na koniec wyzwanie przed którym postawię każdego szaleńca, który zgodzi się tutaj wystąpić. O co chodzi? Zobaczycie pod koniec wpisu.

1. Który film według Ciebie powinien obejrzeć każdy szanujący się kulturoholik?

Kamila: Nie wiem czy dla każdego kulturoholika jest to obligatoryjny film, ale „Godziny” to jeden z moich ulubionych.

Ja: Oj, zdecydowanie obligatoryjny! 

2.  A czyja piosenka utkwiła Ci ostatnio w głowie?

K: W mojej codzienności „matki dwulatka” piosenka, którą nucę od rana do wieczora to „Kot” Janusza Radka. 😉 Jednak gdy mogę pozwolić sobie na tworzenie, to w zależności od mojego stanu emocjonalnego włączam przeróżną muzykę: ostatnio RY X we mnie pracuje. W sumie jak się tak zastanowię to każdą sesję obrabiam przy innej muzyce, choć najmocniej kocham muzykę klasyczną. A w samochodzie mam zawsze włączoną muzykę filmową, bo przy innej nie umiem prowadzić! 😀

J: Hehe, gdy ja miałam dwa latka to cała rodzina była zmuszona słuchać zapętlonego „Mydełka Fa” (do dzisiaj mi to wypominają), więc myślę, że Twój maluch ma znakomity gust. 😀

3. Dobra, żeby nie było tak sztywniacko to teraz zdradź nam proszę jakieś Twoje guilty pleasure!

K: Powieści Jane Austen!
Jestem jej oddaną fanką ponieważ w chwilach emocjonalnego upadku zawsze mnie podnosi i rozwesela 🙂

J: Uwielbiam Jane Austen i wcale nie uważam, że to rozrywka na poziomie guilty pleasure, a „Dumę i Uprzedzenie” z Keirą Knightley i Matthew Macfadyenem oglądałam jakieś 140.956.842 razy i za każdym razem jaram się tym filmem tak samo! 😀

4. A teraz coś z Twojej dziedziny: jaką radę dałabyś swojej młodszej wersji, która dopiero zaczyna przygodę z fotografią?

K: Powiedziałabym jej to samo co powtarza mi mój syn: „Mamo, nie bój się. Ja jestem z Tobą!” 😀 Tak, powiedziałabym młodszej wersji siebie samej: „Moja droga ruszaj do boju. Życie jest tylko jedno. Żyj, śmiej się głośno, tańcz na deszczu, żyj! Z odwagą wyjdź do świata! Uwierz w siebie, bo warto znać swoją wartość i tylko ją znając możesz dać coś innym i siebie ubogacać.
Aha, no i przestań w końcu tworzyć do szuflady! 😉

J: Nie dość, że Mały ma niezły gust muzyczny, to jeszcze mądrze gada! 😉 Ja od momentu, gdy uświadomiłam sobie powagę słów „Trzeba natychmiast żyć. Jest później, niż się wydaje.” staram się właśnie nie odkładać niczego na później, ani nie dawać się kompleksom i wątpliwościom.  

5. Co najbardziej irytuje Cię w świecie fotografii?

K: Może powiem co irytuje mnie w stosunku do fotografii, a mianowicie przekonanie z którym bardzo często się spotykam: że fotografia to nie sztuka. Że to aparat robi zdjęcia, że to nie jest poważny zawód. Czy ludzie naprawdę nie widzą tego strumienia oddawanych emocji? Tych kawałeczków duszy pozostawionych w fotografiach? Czy oglądając zdjęcia nie burzą się/krzyczą/plączą/śmieją? Może żyjąc w kulturze wizualnej fotografia to rzeczywiście codzienność a nie sztuka…?

J: Absolutnie nie wolno Ci tak myśleć! To, co ludzie gadają, a co tak naprawdę myślą to często dwie różne sprawy. Wiele osób papla bez pojęcia, ale jestem przekonana, że w hipotetycznej sytuacji w której mieliby wybrać kto ma im zrobić sesję zdjęciową: fotograf Twojego pokroju czy znajomy uzbrojony w profesjonalny aparat, to nagle większość uznałaby, że jednak wolą profesjonalistę. 😉

6. Na koniec pofantazjujmy trochę: komu najchętniej zrobiłabyś sesję fotograficzną?

K: Zrobiłabym sesję Diane Arbus, Tinie Modotti, Jane Austen, Virginii Woolf, Helenie Rubinstein i wielu innym kobietom.

J: WOW, to by było coś! 

(Nie mówcie Kamili, ale skradłam sobie to zdjęcie na tapetę w laptopie – jest przepiękne!)

Niesamowite fotografie, prawda?

Ale nie pokazuję Wam ich tylko po to, byśmy sobie tutaj wzdychali do twórczości Kamili Bannach! Słuchajcie, możecie przecież nawiązać jakąś współpracę. Sesja u Kamili to znakomity pomysł na prezent dla Waszego bliskiego – no chyba, że sami chcecie zostać częścią tego niezwykle eterycznego świata i uwiecznić w ten sposób swój ślub lub inne ważne wydarzenie? Tak czy inaczej gorąco zapraszam Was na stronę i fanpage naszej dzisiejszej bohaterki.

No dobra, a na koniec obiecane wyzwanie przed którym postawiłam Kamilę – otóż poprosiłam ją by dorysowała coś do słynnej Mona Lisy. Dlaczego? Bo to absolutnie najbardziej ikoniczny obraz na świecie, który doczekał się wielu przeróbek – i to na długo przed erą Photoshopa. Ciekawa jestem co moim gościom wpadnie do ich kreatywnych głów. Albo do głów ich synków, jak to miało miejsce w przypadku Kamili. 😀

Jak myślicie – co artysta miał na myśli?

Read more