20 najważniejszych wydarzeń kulturalnych w 2018 roku

Nie znoszę tego całego szału na życiowe podsumowania i snucia wielkich planów na przyszłość – zwłaszcza przy pomocy wpisów w mediach społecznościowych. Serio, Grażynka, kogo to obchodzi, że ostatnie dwanaście miesięcy twojego życia było wyjątkowe, chociaż jednocześnie przekonałaś się na kim tak naprawdę możesz polegać?! Ja tam nie potrzebuję ani publiki ani zmiany kalendarza by znać swój cel i uparcie (chociaż ostatnio to mozolnie) do niego dążyć.

Ale co innego taki kulturalny przeglądzik. Zawsze można się czegoś nowego dowiedzieć, poszerzyć horyzonty, nie zgodzić z jakąś kwestią. Lekturka w sam raz do herbatki, zresztą zobaczcie sami. Idziemy chronologicznie – tak mniej, więcej.

Digart is dead

Chociaż Grupa Onet od dawna zapowiadała zamknięcie Digarta, to jego agonia trochę się przeciągała. Początkowo serwis miał przejść do historii razem z 2017 rokiem, jednak ostatecznie egzekucję przesunięto o miesiąc i tak z dniem 31 stycznia 2018 zakończyła się w polskich internetach pewna epoka. I chociaż twórcy rozważali reaktywację portalu, to jak na razie nic więcej na ten temat nie wiadomo.

 

Facebook nie miał racji w sprawie „Pochodzenia świata”

Francuski sąd ostatecznie orzekł, że Facebook postąpił niesłusznie zamykając konto Frédéric’a Durand’a bez ostrzeżenia po tym jak ten udostępnił reprodukcję „Pochodzenia świata” Gustave’a Courbeta. Gigant mediów społecznościowych nie musi jednak zapłacić poszkodowanemu 25.000 dolarów zadośćuczynienia, gdyż ten mógł po tym swobodnie założyć nowe konto, więc według sądu szkoda nie była taka wielka. Ja tam jednak na wszelki wypadek będę uważać z aktami na fejsie. 😀

 

 

Tytus, Smoleńsk i schody donikąd

Na początku lutego cała Polska zadrżała, gdy okazało się, że projekt Pomnika Smoleńskiego to plagiat! Drżenie jednakże nie wzięło się z trwogi lecz z radosnego rechotu, gdyż okazało się, że projekt autorstwa Jerzego Kaliny jest bardzo podobny do schodów donikąd z XVIII księgi przygód Tytusa, Romka i A’Tomka.

W tej części bohater Papcia Chmiela pragnie się uczłowieczyć, więc wyrusza poznać historię sztuki. Podczas pouczającej podróży natyka się na wspomniane schody prowadzące donikąd, które jak twierdzi jedna z postaci – choć niepraktyczne, to są przecież odkrywcze! I wszystko byłoby fajnie i zabawnie, gdyby nie to, że sporo ludzi przyjęło tą zabawną anegdotkę oraz pojedynczą stronę z komiksu jako niezbity dowód na idiotyzm całej sztuki nowoczesnej, a jeszcze więcej ludzi im przyklasnęło. No i zrobiło się smutno. Przynajmniej mi.

 

Krzywa okładka Vogue Polska

W tym samym tygodniu wszelkie modlitwy modowych maniaków zostały wysłuchane i Polska dołączyła do grona państw wydających własną edycję Biblii Mody. Radosne podniecenie nie trwało długo, bo zakończyło się razem z premierą okładki pierwszego polskiego wydana magazynu. Ah, nawet teraz uśmiecham się do siebie na wspomnienia tego shitstormu. 😀 Było wszystko, począwszy od „ale brzydko” i „za smutno”, przez „sam umiem takie zrobić” aż do „to już nie mamy w Polsce zdolnych fotografów, tylko musimy brać zza granicy?!” oraz koronnego „Polaczki-cebulaczki nie rozumiejo prawdziwej sztuki”.

Ogólny szał i stosy memów przełożyły się na popularność: pierwsze wydanie cieszyło się sporą sprzedażą, która potem znacząco spadła (czego wydawcy się oczywiście spodziewali), ale magazyn nadal utrzymuje się w czołówce luksusowych pism.

Mnie tam od początku urzekła ta przekorna fotografia Jurgena Tellera, a musicie wiedzieć, że wcześniej nie emocjonowałam się jakoś szczególnie polskim wydaniem najdroższego przeglądu reklam poprzeplatanych od czasu do czasu treścią. Od tego czasu chętnie zerkałam na kolejne okładki i uważam, że redakcja nadal igra z ogólnie przyjętymi zasadami okładkowej estetyki, ale żadna kreacja nie wzbudziła już tak wielkich emocji.

 

Plac Defilad kulturalnym sercem Warszawy. Takim złamanym.

Pamiętam jak z bijącym sercem pisałam Wam, że uprawomocniło się pozwolenie na budowę na placu Defilad nowej siedziby Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Do końca lutego miał zostać ogłoszony przetarg na wykonawcę projektu, zaś przed końcem 2018 roku planowano ruszyć z budową, która wg. planów miała zakończyć się do 2021 roku. Sama byłam zdumiona, że w końcu zakończy się ten odwieczny dylemat odnośnie zagospodarowania tej betonowej kałuży pośrodku stolicy, ale podobnie jak filmowy Thorin – I have never been so wrong in all my life.

Najpierw we wrześniu wyszło, że inwestycja może w ogóle nie ruszyć, bo… nikt się nie zgłosił do przetargu. Pomimo zainteresowania kilku firm nie wpłynęła żadna oferta. Muzeum Sztuki Nowoczesnej się jednak nie poddało i dalej szukało wykonawców swojej nowej siedziby, lecz w grudniu okazało się, że najtańsza przedstawiona oferta przekracza zakładany budżet o 100 milionów złotych! Z tego co udało mi się na razie ustalić to stołeczny samorząd rozważa czy dołożyć pieniądze, czy może rozpisać kolejne, trzecie postępowanie.

 

Chałupy welcome to muzeum

W paryskim Palais de Tokyo zorganizowano specjalne zwiedzanie dla nudystów. Akcja odbyła się poza regularnymi godzinami zwiedzania i miała być raczej ciekawostką, jednak zapotrzebowanie na kontemplowanie sztuki na golasa zaskoczyło samych organizatorów, bo biletów mieli tylko 160, a chętnych prawie 200 razy więcej!
To pierwsza tego typu akcja w Paryżu, ale patrząc na zainteresowanie to pewnie nie ostatnia – zwłaszcza, że w 2017 wydzielono dla naturystów część lasku Vincennes znajdującego się w XII dzielnicy.

 

 

Tamara Łempicka na Google Doodle

16 maja najpopularniejsza internetowa wyszukiwarka postanowiła uczcić 120. rocznicę urodzin artystki specjalnie stworzonym na tę okazję Google Doodle. Grafika inspirowana twórczością malarki przedstawiała jej podobiznę, białe kwiaty nawiązujące do obrazu „Kalie” oraz legendarne zielone bugatti. Tamara Łempicka przywitała internautów w aż 22 krajach, w tym m.in. w Japonii, Stanach Zjednoczonych, Rosji lub Australii.

 

The Carters w Luwrze

Można ich uwielbiać albo zwyczajnie nie trawić, ale nie można deprecjonować wpływu tej pary na popkulturę. Beyoncé i Jay Z 16 czerwca kompletnie bez zapowiedzi wydali nową płytę „Everything is Love” oraz teledysk do piosenki „Apeshit”, który nakręcili nocą w Luwrze.

Klip to zdecydowanie uczta dla oczu każdego kulturoholika i na szczęście wyszukane detale oraz imponujące ujęcia słynnych arcydzieł nie posłużyły jedynie ozdobie bohaterów teledysku. Jeszcze długo po premierze ludzie na całym świecie wymieniali się spostrzeżeniami oraz własnymi interpretacjami odniesień nie tylko do życia Carterów, ale też do problemu rasizmu oraz brutalności policji względem czarnoskórych.

Chodzą słuchy, że po wynajęciu Luwru, Bey i Jay obrali na celownik rzymskie Koloseum. Podobno wpłynęła prośba o udostępnienie zabytku, jednak Włoskie Ministerstwo Kultury grzecznie odmówiło. Megagwiazdy ponowiły więc prośbę, jednak na chwilę obecną nie wiadomo nic więcej.

Aha, warto też wspomnieć, że w 2018 roku Luwr zanotował absolutny rekord zwiedzających, bo aż 10,2 miliony ludzi! W dużej mierze to zasługa właśnie teledysku „Apeshit”, ale nie tylko: w minionym roku absolutnym hitem okazała się wystawa twórczości Eugène Delacroix, która przyciągnęła 540,000 oglądających.

 

Mick Jagger i łamanie Konstytucji

Mick Jagger powiedział w swoim życiu mnóstwo kontrowersyjnych rzeczy, ale tym razem wystarczyło zaledwie jedno zdanie by nad Wisłą przez wiele dni trwały zażarte dyskusje o stanie naszego sądownictwa oraz intencji samego muzyka. Słowa „Jestem za stary by być sędzią, ale na tyle młody, by śpiewać” wypowiedziane po polsku przez Jaggera do zgromadzonej 8 lipca na Stadionie Narodowym publiczności dla jednych stanowiły krytykę działań władzy, zaś dla drugich wręcz przeciwnie – jej pochwałę i wiarę w słuszność działań. No bo skoro nawet Jagger wie, że jest za stary na sędziowanie, to Gersdorf i inni powinni się posłuchać, prawda?

Booker dla Tokarczuk

Pod koniec maja oczy całego świata (a przynajmniej tej oczytanej części) były skierowane na Olgę Tokarczuk, która jako pierwsza Polka zgarnęła jedną z najbardziej prestiżowych nagród literackich – Man Booker International Prize. A to dopiero początek! Wyróżnienie „literackim Oscarem”, pozytywne recenzje oraz zachwyty nad nagrodzoną książką „Bieguni” sprawi, że kolejne dzieła Tokarczuk będą szybciej i chętniej tłumaczone na angielski, więc jej międzynarodowa sława dopiero się rozkręca!

 

Brak literackiego Nobla

Podczas gdy my sobie tutaj nad Wisłą ekscytowaliśmy się nagrodą Bookera dla Olgi Tokarczuk, gdzieś tam daleko na północy w Akademii Noblowskiej wybuchł poważny skandal (który pokrótce opisałam tutaj). Sytuacja była na tyle poważna, że postanowił interweniować sam król Karol Gustaw, a przyznanie literackiego Nobla ostatecznie odwołano, by ratować mocno nadwyrężony wizerunek Akademii. W 2019 roku zostaną ogłoszone dwie nagrody – za poprzedni i obecny rok.

 

Hiszpańska Szkoła Renowacji rośnie w siłę

Każdy pamięta zmasakrowany fresk „Ecce Homo” Elíasa Garcíi Martíneza z Sanktuarium Łaski w hiszpańskiej Borji. Nieprofesjonalna próba jego odnowienia na zawsze zapisała się w historii internetowych memów, ale okazuje się, że hiszpańscy amatorzy renowacji nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

W czerwcu mogliśmy bowiem podziwiać dzieło lokalnej nauczycielki plastyki, która wzięła się za pomalowanie XVI wiecznej drewnianej rzeźby przedstawiającej św. Jerzego. Po wszystkim biblijny pogromca smoka podejrzanie mocno zaczął przypominać komiksowego Tintina. Nie wiadomo dlaczego duchowni z kościoła w Estella nie zdecydowali się zatrudnić profesjonalistów, ale mieszkańcy miasteczka w północnej Hiszpanii są wstrząśnięci!

Trochę inaczej niż wiosce Rañadoiro, gdzie pewna sklepowa sprzedawczyni za pozwoleniem proboszcza pomalowała XV wieczne figury i popisała się przy tym znacznie większą fantazją niż nauczycielka z Estelli. Nie wykluczam, że jaskrawe kolory, domalowane kocie kreski na oczach postaci przyprawiły wielu konserwatorów sztuki o zawały, jednak sklepowa uparcie twierdziła, że sąsiadom się przecież podobało, więc o co w ogóle ten cały krzyk? 😉 Warto wspomnieć, że po internetach hulała plotka mówiąca o tym, że kobieta działała w zmowie z proboszczem i tak naprawdę pomalowali gipsowy odlew figur, a wszystko po to, by wywołać sensację i tym samym rozsławić Rañadoiro!

 

Emocje wokół grobu Aleksandra Wielkiego

Na początku lipca podczas standardowych wykopalisk archeologicznych prowadzonych przed postawieniem nowego budynku natrafiono w egipskiej Aleksandrii na wielki sarkofag. Trumna znajdowała się 5 metrów pod ziemią i mierzyła sobie aż 2,5 metra długości na ponad 1,5 metra szerokości, ale co najważniejsze, przeleżała w nienaruszonym stanie ok. 2 tysiące lat!

Dla archeologów i innych mądrych głów takie znalezisko było prawdziwą gratką, bo rzadko zdarza się natrafić na nietknięty sarkofag, gdyż większość starożytnych miejsc pochówku znajdujących się w Egipcie zostało kompletnie rozkradzionych. Od razu zaczęto spekulować, że tak wielka trumna mogła należeć do kogoś znamienitego – na przykład takiego Aleksandra Wielkiego, którego miejsca spoczynku do dzisiaj nie udało się odnaleźć.

Dla mniej mądrych głów otwarcie trumny w celu zbadania jej zawartości niechybnie równało się z uwolnieniem prastarych, mrocznych klątw, ale gdy okazało się, że w środku nie czyhało zło tylko szczątki trzech osób pływające w przeciekłej do środka wodzie, momentalnie pojawiła się grupa osób wnioskująca o możliwość wypicia osobliwej cieczy. Serio. Nawet nie wnikajcie, szkoda zdrowia psychicznego.

I chociaż marzenia archeologów z całego świata o odnalezieniu grobu Aleksandra Wielkiego się nie ziściły, to i tak nikt nie narzeka. Po wstępnych badaniach okazało się bowiem, że w trumnie spoczęły trzy osoby: kobieta mająca ok. 20 lat oraz dwóch mężczyzn w wieku ok. 30 i 40 lat. W czaszce tego ostatniego znaleziono dziurę, która zagoiła się przed jego śmiercią co może sugerować, że mamy do czynienia z człowiekiem, który przeszedł starożytną operację mózgu!

 

Kontrowersyjne zmiany w Oscarach

Na początku sierpnia rada Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej ogłosiła trzy zmiany mające zrewolucjonizować Oscarową galę. Postanowiono skrócić relację z imprezy do trzygodzinnego show, wprowadzić nową kategorię pt. Film Popularny oraz przesunąć wręczenie nagród na wcześniejszy termin. Wszystko po to, by uczynić Oscary uroczystością bardziej dostępną oraz zjadliwą dla przeciętnego odbiorcy. Przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja. Nieoficjalnie chodziło o podpięcie się pod sukces oraz zainteresowanie największych blockbusterów i powiem Wam, że na to jeszcze machnęłabym ręką, bo w końcu nie od dziś wiadomo, że pieniądz rządzi światem. Najgorsze w tych wszystkich zmianach jest jednak to, że wprowadzone zostaną kosztem mniej medialnych twórców – szerzej pisałam o tym tutaj, ale generalnie chodzi o to, że nagrody dla kostiumografów, scenografów czy charakteryzatorów wręczane będą podczas przerw, a widzowie zobaczą tylko krótki materiał z samego wręczenia statuetek.

Miesiąc później, po ogromnej fali krytyki, zdecydowano się wycofać z zamiaru wprowadzenia nowej kategorii. Co prawda jedynie na razie, bo organizacja przyznała, że wcale nie porzuca tego pomysłu, a rozmowy oraz konsultacje są nadal prowadzone.

Słoneczniki Van Gogha więdną!

A to dlatego, że żółta farba użyta do ich namalowania powoli brązowieje. Na razie zmiany nie są widoczne dla ludzkiego oka, ale z czasem słynne dzieła stracą na jaskrawości. W 2018 roku grupa naukowców z Belgii i Danii zbadała słonecznikowe obrazy i odkryła, że do ich stworzenia Van Gogh użył dwóch rodzajów żółtego barwnika – jeden z nich okazał się wrażliwy na światło przez co z czasem będzie tracił swój żywy kolor. Na razie nie wiadomo kiedy zmiany będą widoczne gołym okiem, bo wpływ na to ma wiele różnych czynników, ale wrażliwe obszary będą teraz bacznie obserwowane.

 

Love is in the Bin

Na początku października dosłownie każdy mówił o Banksym i jego „Dziewczynce z balonem”, która tuż po zakończonej licytacji rozpoczęła akt samodestrukcji na oczach kompletnie zbaraniałych zgromadzonych. Tuż po tym artysta ogłosił wszem i wobec, że akcja była od dawna zaplanowana, gdyż spodziewał się, iż praca prędzej czy później trafi na aukcję, gdzie obrzydliwie bogaci ludzie będą się za nią przerzucać nieprzyzwoicie grubym hajsem. Ukrył więc w ramie obrazu zdalnie sterowaną niszczarkę, no i resztę historii już znacie. 😉

Osobliwa próba protestu artysty została jednak momentalnie zagłuszona przez mimowolne dyskusje o możliwej wartości poszatkowanej „Dziewczynki…” oraz kulisach samego zniszczenia. Banksy nie wydawał się jednak tym jakoś bardzo poruszony, a wręcz przeciwnie: doskonale podgrzewał emocje wokół całego wydarzenia zdradzając co jakiś czas kolejne szczegóły. Jeżeli wierzyć słowom artysty, to mechanizm niszczarki zawiódł, gdyż praca miała zostać całkowicie zniszczona oraz żaden pracownik domu aukcyjnego Sothesby’s nie brał udziału w przedsięwzięciu. Ciężko jednak uwierzyć, że nikt nie wykrył urządzenia wcześniej, nawet podczas rutynowych badań przed aukcją, ale wiecie co? Mnie tam kłamstewka Banksyego bawią i nie zamierzam za wszelką cenę dochodzić prawdy. Wolę przysiąść i w spokoju podziwiać jego misternie przygotowane show.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

. „The urge to destroy is also a creative urge” – Picasso

Post udostępniony przez Banksy (@banksy)

Odbudowa pałacu Saskiego

11 listopada 2018 roku podczas obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę prezydent Andrzej Duda podpisał deklarację o restytucji pałacu Saskiego. Nie jest jeszcze do końca pewne co będzie znajdować się w środku, ale najprawdopodobniej będzie to budynek użyteczności publicznej.

 

Kolejne rekordy na aukcjach dzieł sztuki

Chociaż na początku roku spekulowano, że największy obraz Modiglianiego, „Nu couché (sur le côté gauche)” zostanie nowym „Salvatorem Mundi” to wcale nie udało mu się pobić rekordu. Akt sprzedano za 157 milionów dolarów, a podobno sama licytacja daleka była od emocjonującej.

Co innego pod koniec roku – 15 listopada obraz brytyjskiego malarza Davida Hockneya „Portrait of an Artist (Pool with Two Figures)” został sprzedany na aukcji w Christie’s aż za 90,3 miliona dolarów! To absolutny rekord za pracę żyjącego artysty – poprzedni rekord należał do Jeffa Koonsa i jego pomarańczowego balonowego psa za którego w 2013 roku zapłacono 58,4 miliona dolarów, więc jak sami widzicie: różnica jest znacząca. Sama nawet aukcja przebiegła błyskawicznie – dzieło Hockneya było wystawione za 18 milionów i zaledwie po 30 sekundach jego cena podskoczyła o 50 milionów!

Ciekawie również działo się na polskim rynku! Pod koniec listopada obraz „M 39” Wojciecha Fangora został sprzedany na aukcji domu DESA Unicum za 4,72 milionów złotych wyprzedzając tym samym „Macierzyństwo” Stanisława Wyspiańskiego, które w 2017 roku zostało sprzedane za 4,36 milionów złotych.

Zaledwie dwa tygodnie później rekord został znowu pobity – i to również przez prace Wojciecha Fangora! Grupę pięciu prac anonimowy kolekcjoner wylicytował za 7,11 milionów złotych na aukcji w warszawskim Domu Aukcyjnym Polswiss Art. Jak widzicie różnica cenowa pomiędzy aukcjami jest ogromna, ale eksperci są pewni, że to dopiero początek, bowiem zainteresowanie dziełami Fangora ciągle rośnie.

Panie i panowie, oto „La Musicienne”, najdrożej sprzedany polski obraz

Paradoksalnie to wcale nie czyni z Fangora autora najdrożej sprzedanego polskiego obrazu – ten tytuł należy się Tamarze Łempickiej której portret „La Musicienne” wylicytowano pod koniec listopada w nowojorskim Christie’s za ponad 9 milionów dolarów! W przeliczeniu na złotówki to ponad 34 miliony złotych, więc… no cóż, legendzie op artu jeszcze trochę brakuje.

 

Pożegnania

Za dużo ich. Ja wiem, że to nieuniknione, że takie życie, no ale kurde co ja Wam poradzę, że mi przykro?! W tym roku odeszła od nas Kora, Lubomir Tomaszewski, Edward Dwurnik, Jakub Erol, Kazimierz Kutz, Robert Indiana, Aretha Franklin, Dolores O’Riordan, Ray Thomas, Mieczysław Święcicki, Wesla Whitfield, Avicii czyli Tim Bergling, Mac Miller, Andrzej Wojciechowski, Robert Brylewski, Montserrat Caballé, Tomasz Stańko, Andrzej Krajewski, Bogdan Bogusławski, Agnieszka Kotulanka, Charles Aznavour, siostra Wendy Beckett, Galt MacDermot, Robert Morris, Stan Lee… i wielu, wielu więcej. Z pewnością nie wymieniłam wszystkich, ale cały rok starałam się na bieżąco pisać coś więcej o nich przy okazji co tygodniowego ART’u i chociaż w ten sposób uczcić ich pamięć.

 

Sukcesy polskiego kina

Na koniec zostawiłam szeroko komentowane osiągnięcia naszego kina. Nie wiem czy jestem w stanie napisać coś więcej o „Zimnej Wojnie”, „Klerze”, „Twarzy”, „Ślepnąc od świateł” i innych produkcjach coś więcej niż zostało już powiedziane w licznych topkach i podsumowaniach mijającego 2018 roku. No po prostu sztos i tylko szkoda tych Złotych Globów („Czarna Pantera”?! Serio?!), ale wiecie co? Cieszę się, że pomimo kolejnych „Listów do M” i „Botoksów” powstają u nas takie realizacje. Świetnie, że są doceniane na granicą oraz na prestiżowych festiwalach, ale jeszcze lepiej, że my sami coraz bardziej potrafimy uszanować ich wartość. Napawa mnie to prawdziwym optymizmem i z nadzieją spoglądam na następne lata.

OK, był to chyba najbardziej subiektywny przegląd wydarzeń kulturalnych z 2018 roku w całych internetach, ale wiecie co? 😀 Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście się ze mną nie zgodzili i zaproponowali własne typy. Chętnie poczytam na co Wy zwróciliście uwagę albo co szczególnie zapadło Wam w pamięć. Sama długo biłam się z myślami wybierając newsy do tego wpisu i co najlepsze wciąż nie mogę się pozbyć wrażenia, że zapomniałam o czymś bardzo istotnym. Może więc Ty mi przypomnisz co było najważniejszym wydarzeniem 2018 roku?

Read more